28 marca 2007

Inwestycje w gmachu głównym WIMBP

Biblioteka Wojewódzka szykuje się do inwestycji, która odmieni jej oblicze. Zmiany bowiem wymaga elewacja. "Biblioteka jest w centrum miasta i placówka powinna wyglądać ładnie, a odpadające szyby, to dowód, że nie jest najlepiej" - mówi dyrektor biblioteki Maria Wasik.

W związku z tym biblioteka w czerwcu ogłasza przetarg na koncepcję i projekt techniczny wymiany elewacji wysokiej części budynku głównego, bo parter już został odnowiony kilka lat wcześniej. Uwzględniona zostanie wymiana okien i całych ścian a także ocieplenie dachu. Wewnątrz będzie również wymieniona instalacja centralnego ogrzewania, która ma już 32 lata. Wykonanie dokumentacji sfinansują środki, które biblioteka otrzymała z Urzędu Marszałkowskiego. "Mając projekt możemy starać się o pieniądze unijne na to przedsięwzięcie, które w sumie pochłonie kilka milionów złotych" - mówi Wasik.
To w przyszłości, a jeszcze w tym roku czytelnicy, którzy w upały korzystają z bibliotecznych zbiorów odczują ulgę. W planach jest zamontowanie wentylacji w niedawno wyremontowanych czytelniach. W czasie ubiegłego lata okazało się że jest tam bardzo gorąco, szczególnie w czytelni prasy i czytelni muzycznej. W tych dwóch miejscach oraz w czytelni ogólnej znajdą się klimatyzatory. Urządzenia są już zamówione, zostaną zamontowane do końca kwietnia. Będą kosztowały około 27. tysięcy złotych.

Marta Czechowska

(źródło: rzg.pl)

Odnowa centrum miasta okiem naukowców

Cudze chwalicie, swego nie znacie - miasto ogłasza przetargi na wykonanie projektów odnowy centrum Zielonej Góry, tymczasem na Uniwersytecie Zielonogórskim nie brakuje ciekawych koncepcji odnowy śródmieścia. Wczoraj tę sprawę podniósł radny PiS Kazimierz Łatwiński. Idąc za jego propozycją zaglądamy do szuflady Instytutu Budownictwa.

„Po pierwsze należałoby zagęścić zabudowę centrum Zielonej Góry adoptując budynki niemieszkalne i zagospodarowując tereny zdegradowane, po starych komórkach i szopach” - mówi dr Wojciech Eckert. W jego ocenie terenów do zabudowania w ścisłym centrum miasta jest kilkanaście hektarów.
Mogłoby się wydawać, że ta koncepcja nie jest niczym nowym. Robi się jednak ciekawsza, gdyby spojrzeć na możliwości, jakie da jej realizacja. Jeden z pomysłów dotyczy terenu za Teatrem Lubuskim, gdzie znajdują się ruiny starych magazynów - opowiada architekt Marta Skiba. Chodzi o stworzenie dwupoziomowych podziemnych parkingów, których w mieście nie ma i uporządkowanie podwórek.
Gęstsza zabudowa okolic ulicy Kupieckiej i al. Niepodległości mogłaby nie tylko ożywić tą część miasta ale także przynieść korzyści finansowe. „Nowe kamienice to nowe sklepy, biura i mieszkania” - dodaje Wojciech Eckert.
Co na to władze Zielonej Góry? Do tej pory raczej nie korzystały z pomocy Uniwersytetu w sprawach zabudowy miasta, jednak prezydent Janusz Kubicki zadeklarował już chęć współpracy z uczelnią.
Pracownicy Uniwersytetu podkreślają, że specjalistów u nich nie brakuje, czekają na gest ze strony władz.

Łukasz Woźnicki

(źródło: rzg.pl)


27 marca 2007

Wycinka - reaktywacja

170 hektarów lasów do wycinki. PiS reaktywuje swój pomysł zlikwidowania lasów w północnej części miasta, w celu przygotowania terenów dla inwestorów. Ostatnio o tym projekcie nie było zbyt głośno, członkowie PiS przez minione 2 miesiące za dużo nie mówili, ale, jak zapewniają, dużo pracowali przy projekcie wylesiania. Efektem tego jest złożenie projektu uchwały w biurze Rady Miasta.

„Chodzi o to, żeby znaleźć miejsce dla inwestorów, bo na Strefie Aktywności Gospodarczej wolnych działek już praktycznie nie ma” - mówi radny PiS Jacek Budziński. Prawo i Sprawiedliwość chce wylesić trzy działki. Pierwszą na Trasie Północnej, między firmą ADB a rondem Rady Europy, drugą przy ulicy Batorego w kierunku Łężycy i trzecią, sąsiadującą ze Strefą Aktywności Gospodarczej w kierunku Zawady. W sumie 170 hektarów, co stanowi trzy procent powierzchni miasta. Na projekt PIS coraz przychylniej patrzy prezydent Janusz Kubicki, ale nie tylko. „Jesteśmy już praktycznie dogadani z Generalną Dyrekcją Lasów Państwowych, teraz jeszcze analizujemy jak najtaniej przejąć od nich ziemię” – mówi autor uchwały Kazimierz Łatwiński. Chodzi o to, żeby od Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych tych ziem nie kupować, a się zamienić. W zamian PiS chce zaoferować działki komunalne, a także te, które otrzyma od Uniwersytetu Zielonogórskiego. Rektor uczelni, profesor Czesław Osękowski już zadeklarował, że przekaże miastu ziemie za darmo. „To są ziemie w Przytoku i w Janach. W sumie 183 hektary” – mówi rektor.
Tymczasem miasto twierdzi, że prezydent na razie nie zapoznał się z projektem PiS. Prezydencki rzecznik, Tomasz Nesterowicz zaznacza, że kupienie lasów od Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych bądź uzyskanie ich w innej formie jest jak najbardziej wskazane. Dodaje, że jeśli chodzi o inwestycje, to miasto jest spóźnione o kilka lat. "Jeżeli nie doprowadzimy do powstania takiej strefy, to może się okazać, że szansa na ściągnięcie inwestorów przejdzie nam koło nosa" - mówi. Jeśli chodzi o budownictwo mieszkaniowe - kwestia jest otwarta. Nesterowicz zaznacza też, że miasto już teraz musi myśleć o tym, co będzie za kilkanaście lat, a Zielona Góra ma szczęście, albo pecha do położenia wśród lasów.
Leszek Banach - dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych o pomyśle wylesiania wypowiada się ostrożnie. „Dla nas kluczem jest plan zagospodarowania przestrzennego” – podkreśla. Zgodę na wylesienie wyrazi minister środowiska a RDLP wyda opinię w tej sprawie. "Zadamy pytania czy nie ma innej, alternatywnej formy rozwoju" - mówi Banach.
O zdanie w sprawie wylesiania zapytaliśmy również mieszkańców Zielonej Góry. Tu opinie są bardzo podzielone. Zielonogórzanie chcą mieć miejsce do wypoczynku, niektórzy wskazują, że wycinka - tak, ale trzeba nasadzić tyle drzew ile się wytnie.
Wylesianie prawdopodobnie będzie przedmiotem obrad jutrzejszej sesji rady miasta.

Michał Korościel, Marta Czechowska

(źródło: rzg.pl)


22 marca 2007

Nowa strażnica

Zielonogórscy strażacy w końcu będą mieć do dyspozycji strażnicę z prawdziwego zdarzenia w północnej części miasta. Na budowę obiektu przy rondzie u zbiegu Trasy Północnej i Sulechowskiej czekają od lat. Przeniesie się tam Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 2, która obecnie mieści się na terenie Zastalu. Budowa ruszy w ciągu dwóch-trzech miesięcy i potrwa dwa lata.

FOT. STRAZ.ZGORA.PL

W tej chwili odbywa się przetarg na wyłonienie inspektora nadzoru i firmę budowlaną, która wykona prace. Samo przygotowanie terenu pod inwestycję strażacy zamierzają wykonać we własnym zakresie – na zasadzie umowy barterowej; zlecą wycinkę drzew, w zamian za pozyskanie drewna. Najbardziej na nową siedzibę czekają strażacy z JRG nr 2, którzy mają dużą bazę sprzętową – 12 pojazdów, przyczepy i inny specjalistyczny sprzęt, a teraz ledwo się mieszczą w garażach. „Warunki pełnienia służby pozostawiają wiele do życzenia, poza tym usytuowanie jednostki na terenie Parku Przemysłowego Zastal jest fatalne” – przyznaje szef jednostki Dariusz Mach. Wyjazd do zdarzeń jest opóźniony, bo ciężkie pojazdy strażaków muszą się przemieszczać wąskimi ulicami Rajską i Harcerską, a jeśli jadą w stronę Sulechowskiej muszą przejechać przez cały teren zakładu.

Nowa siedziba zostanie natomiast ulokowana przy głównych trasach wylotowych z miasta. „To ułatwi służbę, przede wszystkim wyjazd do działań ratowniczo-gaśniczych” – dodaje komendant miejski Straży Pożarnej Waldemar Michałowski. Jego zdaniem lokalizacja jest znakomita również z uwagi na bliskie sąsiedztwo Strefy Aktywności Gospodarczej, gdzie powstają zakłady o dużym zagrożeniu.

Cała inwestycja pochłonie około 12 milionów złotych. Głównym źródłem finansowania mają być środki unijne.


(źródło: rzg.pl)

Sylwia Misiak

21 marca 2007

Focus Park - '21.03.2007 - 10:58'

Tesco buduje nową galerię w Zielonej Górze

Hipermarkety już zaczynają się liczyć z budowanym w Zielonej Górze Focus Parkiem. Pierwsza odpowiedziała sieć Tesco: stawia ogromną galerię.

W połowie przyszłego roku ruiny fabryk Polskiej Wełny w zielonogórskim śródmieściu zamienią się w gigantyczną galerię handlowo-rozrywkową. Focus Park proponuje 48 tys. m kw. To tyle co ponad 20 standardowych hipermarketów. Powstanie 110 sklepów i butików, obok Multikino. Już teraz wynajętych jest 60 proc. powierzchni handlowej.

Inwestycji przygląda się konkurencja, która dobrych kilka lat temu zainwestowała w duży handel na obrzeżach miasta. Sieć Tesco Polska (hipermarket przy ul. Energetyków) zapowiada nowe przedsięwzięcie. Planuje dobudować galerie handlową o powierzchni 6 tys. m kw.

Dla porównania obecnie cała hala Tesco liczy o 2 tys. m kw. więcej. Prace powinny ruszyć wkrótce, a na pierwsze zakupy klienci mogą liczyć na przełom roku. - Dokładniejszą datę dziś trudno podać, bo zaplanowany zakres prac jest bardzo duży. Na razie powstają projekty, potem będziemy musieli jeszcze uzyskać pozwolenie na budowę - tłumaczy Przemysław Skory z biura prasowego Tesco Polska.

Obecnie w małym pasażu działa m.in. apteka, salonik prasowy, sklep obuwniczy i pralnia. Nowa galeria powstanie od strony głównego wejścia, tam, gdzie teraz jest chodnik i parkingi. Jak zapewnia rzecznik, rozbudowa galerii nie wiąże się ze zmniejszeniem miejsc postojowych. - Wręcz przeciwnie. Wkrótce swoje samochody będzie mogło zaparkować aż 870 klientów. To kwestia innego zagospodarowania terenu wokół sklepu - mówi Skory.

W nowej galerii zaplanowano ponad 50 lokali o powierzchni od 60 do 800 m kw. Na razie szefowie Tesco Polska nie zdradzają, jakie marki pojawią się w pasażu. Wiadomo tylko, że do dyspozycji klientów będą m.in. dwie restauracje, sporo nowych sklepów odzieżowych, duży sklep z artykułami gospodarstwa domowego i salonik multimedialny.

To już kolejna galeria handlowa w Zielonej Górze. Kilka lat temu w centrum miasta stanęła Galeria Grafitt z kilkunastoma markowymi sklepami odzieżowymi. Ponad rok temu swój pasaż handlowy rozbudował hipermarket Auchan. Wszyscy spoglądają jednak na Focus Park.

Mimo konkurencji szefostwo Tesco nie widzi większego ryzyka w inwestycji. - Rzecz w tym, by z kilku galerii w mieście klienci wybierali naszą, i aby uznali ją za dobre miejsce na zakupy - tłumaczy Przemysław Skory.

(źródło: gazeta.pl)

Beata Tokarz

Park Piastowski przetnie droga

Urokliwy zielonogórski park Piastowski ma sto lat. I teraz wedle planów władz i drogowców przetnie go arteria, która połączy ul. Wyszyńskiego z ul. Botaniczną. Czy to naprawdę konieczne?

Park Piastowski to jeden z największych parków w Zielonej Górze. Założono go na pocz. XX wieku. Wiewiórki nie boją się spacerowiczów. Słychać kowaliki, sikorki, dzięcioły, zięby i gołębie. Zielonogórzanie wypoczywają wśród wielkich, rozłożystych buków.

Pomysł budowy drogi od ul. Wyszyńskiego do ul. Botanicznej pojawił się już w pierwszej poł. lat 70. Zrezygnowano za sprawą Jerzego Wierzbowskiego, ówczesnego konserwatora przyrody. Dziś urzędnicy wracają do tematu. - Na Jędrzychowie buduje się coraz więcej domów. Rozbudowywane będzie też os. Uczonych. Niestety, jedyne trasy, które prowadzą w tym kierunku to ul. Jaskółcza i ul. Kożuchowska. Obie są wąskie, zniszczone i nie przystosowane do dużego ruchu. Już od lat mieszkańcy ul. Jaskółczej piszą petycje z żądaniem nowej drogi. Jedyną nadzieją na usprawnienie komunikacji w kierunku Jędrzychowa jest właśnie budowa drogi przez park Piastowski - tłumaczy Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent Zielonej Góry.

Drzewa do wycinki

Wstępne szacunki magistratu zakładają, że z parku zniknie co najmniej trzynaście drzew. Pod piłę pójdą: graby, lipy szerokolistne, klony, robinie, świerk kłujący i dąb czerwony. - Stawiamy jednak na opcję minimalną. Oznacza to, że na parkowym odcinku drogi nie będziemy robić już chodników i ścieżek rowerowych, żeby nie wycinać dodatkowych drzew. Ścieżki będą kręte, pobiegną między drzewami - zapewnia wiceprezydent Kaliszuk.

Cały odcinek łączący ul. Wyszyńskiego z ul. Botaniczną ma liczyć ok.750 m., natomiast droga przez park 80 m. Miasto zleciło już opracowanie kilku koncepcji. Teraz rozważa trzy możliwe rozwiązania. Pierwsze, nazwijmy je proekologicznym, zakłada budowę tunelu pod parkiem (wjazd przy sklepie Biedronka, wylot za ul. Kilińskiego). Według drugiego wariantu powstałby nasyp z podziemnymi przejściami dla pieszych. Trzecie rozwiązanie to otwarty wykop z kładkami na przejścia dla pieszych. Pomysły ujrzą światło dzienne do końca kwietnia. Wtedy zobaczą je mieszkańcy, a magistrat będzie szacował koszty inwestycji. - Jednak już dziś jest wiadomo, że wersja z tunelem byłaby najdroższa - zapowiadają urzędnicy.

Działkowcy protestują

Pomysł magistratu nie podoba się nie tylko mieszkańcom pobliskich osiedli. Narzekają również działkowicze. Część ogródków musiałaby być zlikwidowana. Działki przy parku Piastowskim powstały w latach 40. ub. wieku. Ich dzierżawcy to przede wszystkim emeryci. Uprawiają je od kilkudziesięciu lat. Spędzają tam każdą wolną chwilę. - To nasza jedyna przyjemność. Działkę mamy już prawie 30 lat. W ub. roku przeszłam na emeryturę. Liczyłam na to, że w końcu odpocznę na swojej działce. Zasadziliśmy nowe drzewka, kwiaty, hodujemy króliki i kury. Jeśli miasto podejmie taką decyzję, to nas skrzywdzi - żali się Janina Żelazko. W słoneczne dni przychodzi tu z wnuczką. - Teren leży w dolince, nie dokuczają nam wiatry. Często grillujemy całą rodziną. Wystawiamy duży stół i spędzamy tu cały dzień - opowiada.

Niedawno jej rodzina wykupiła sąsiednią działkę. Planowali postawić większą altanę. Teraz się boją. - Dla mnie to całe życie. Zima czy lato, zawsze jest coś do zrobienia - mówi Stanisław Żelazko. - Nie stać nas wyjazdy. Gdzie w mieście jest takie świeże powietrze?- dodają.

Ich sąsiedzi też słyszeli o drodze. Jeżeli plany się ziszczą ich działka będzie graniczyć z ruchliwą trasą. - To już nie będzie ogródek. Teraz to oaza spokoju. Żal, po prostu żal - mówią Barbara i Kazimierz Nadstogowie, działkowicze od 46 lat. - Odziedziczyłem ją po ojcu i chciałbym przekazać dzieciom - wyjaśnia pan Kazimierz.

Jak mówią, żyją tu zgodnie od lat. - Jesteśmy jak jedna wielka rodzina. Będzie nam naprawdę przykro, jeśli przyjdzie nam opuścić to miejsce - dodaje Jadwiga Zubaszewska.

Spacerowicze żałują wiewiórek

- Na pewno droga nie powinna iść przez tereny zielone. Co chwilę wycinane są jakieś drzewa. Niedawno zrobiono wycinkę przy Hali Ludowej. Trzeba w końcu powiedzieć stop - irytuje się pan Ferdynand, emeryt, którego spotykamy w parku Piastowskim.

Ewa Furmanowicz, matka trzyletniego Kamila. - Gdzie będą się bawić dzieci? - pyta. - Nawet jeśli to niewielki fragment to i tak nie będą mogły podejść zbyt blisko - martwi się.

- Ta droga woła o pomstę do nieba. Żyje tu mnóstwo wiewiórek. Są przyzwyczajone do ludzi. Biegają po całym terenie, będą wpadać pod samochody. Szkoda ptaków i ich gniazd. Będzie smród i hałas - mówi pani Krystyna, emerytka z ul. Zachodniej. Codziennie spaceruje tu z wnukiem. - Zieleni jest coraz mniej, a teraz zabierają ostatnie skrawki - dodaje.

Jerzy Skibiński z ul. Ptasiej. - Wolałbym, żeby jej nie było, ale jeśli jest niezbędna to trudno. To tylko kilka drzew - komentuje.

(źródło: gazeta.pl)

Mirosława Dulat, Olga Zdanowicz

14 marca 2007

Nowe osiedle w Zielonej Górze

Przy ulicy Rzeźniczaka w Zielonej Górze powstanie nowe osiedle. Podziemne parkingi, tarasy widokowe i mnóstwo zieleni wokół domów. Cena tych atrakcyjnych mieszkań nie jest jeszcze znana.

O planach Pawła Adamowskiego, właściciela firmy Unibet, pisaliśmy we wrześniu ub. roku. Spotkaliśmy się wówczas na terenie jego firmy przy ul. Rzeźniczaka. Cały teren ma prawie 5 ha. Jesienią część, na której staną pierwsze budynki, była porośnięta wysoką trawą, krzewami, wszędzie dookoła stały materiały budowlane. Dziś teren jest oczyszczony i wyrównany. - Czekam tylko na pozwolenie na budowę. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, w maju powinna rozpocząć się budowa - mówi właściciel firmy Unibet.


Fot. A.P.A. PROJEKT JERZY GOŁĘBIOWSKI

Zielonogórski przedsiębiorca Paweł Adamowski kupił teren przy ul. Rzeźniczaka w 1994 r. od syndyka. Wcześniej miał fabrykę dachówek przy ul. Foluszowej. - Firma do tej pory specjalizowała się w produkcji dachówki. Ale też budowaliśmy domy jednorodzinne i nieruchomości pod wynajem - opowiada Adamowski. Siedem lat temu otworzył koleją linię produkcyjną, ruszył z budową domów w technologii szkieletu drewnianego.

W ub. roku całkowicie zrezygnował z dachówek i postawił na handel domami. Siedzibę firmy zamierza przenieść w inne miejsce, a przy ul. Rzeźniczaka postawi osiedle mieszkaniowe. - Deweloperem stałem się trochę z konieczności - żartuje.

Adamowski początkowo zakładał, że postawi tysiąc mieszkań. Architekt przekonał go jednak, że budynki będą lepiej wyglądać, jeśli nie będą postawione zbyt gęsto. Ostatecznie przy ul. Rzeźniczaka stanie 15 budynków ze 629 mieszkaniami. Według projektów budynki będą miały pięć kondygnacji. Z garaży, które znajdą się pod ziemią, na każde piętro będzie dojeżdżać windą. - Jak będzie padał deszcz, to nie trzeba będzie nawet wychodzić na dwór, tylko prosto z samochodu do mieszkania - zachwala Adamowski. Każde mieszkanie będzie miało duży balkon. Najbardziej godne uwagi są na pewno mieszkania na najwyższym piętrze. Powierzchnia niektórych mieszkań przekroczy 100 m kw., a dodatkowo mieszkańcy będą mieć do dyspozycji ogromne tarasy z możliwością zabudowy pod ogród zimowy. Elementem charakterystycznym w budynkach są również duże przeszklenia. - Chodziło o to, żeby do mieszkań wpuścić jak najwięcej światła. Będzie z nich też świetny widok na pobliskie tereny zielone - mówi Jerzy Gołębiowski, architekt z biura Projekt.

Projektant zadbał także o teren wokół osiedla. Między budynkami ma być mnóstwo zieleni. Nie zabraknie też placów zabaw dla dzieci. - Tu niespodzianka dla mam. Nawet jeśli z mieszkania nie ma widoku na dziedziniec, to zawsze może wyjść na korytarz, gdzie jest balkon wspólny dla wszystkich mieszkańców - mówi Paweł Adamowski.

Pod ziemią znajdą się garaże. A gdzie piwniczki? Projektant znalazł niekonwencjonalne rozwiązanie. Na każdym piętrze wszystkie mieszkania będą miały własne pomieszczenia gospodarcze. W niewielkiej skrytce będzie można schować wózek dziecięcy czy rower.

Ziemia Pawła Adamowskiego graniczy z działką, na której swoje bloki stawia już gorzowska firma Rajbud. - Zawsze będziemy dla siebie konkurencją, ale trzeba się z tym liczyć. Najlepiej jest oczywiście współpracować. Zgodziłem się, żeby Rajbud na granicy terenów postawił garaże - mówi właściciel firmy Unibet.

Cena mieszkań nie jest jeszcze znana. Kiedy pojawił się sam pomysł budowy mieszkań, Paweł Adamowski sądził, że sprzeda je za 3 tys. zł za metr. Dziś wie, że ta cena będzie wyższa.


Mirosława Dulat

(źródło: gazeta.pl)

12 marca 2007

Przebudowa Palmiarni

To już ostatnie dni, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie ze starą palmiarnią w tle. Już wkrótce bryła, jaką znamy od ponad 20 lat, zmieni całkowicie swój wygląd.

Od kilku lat nikt nie miał wątpliwości, że obiekt trzeba ratować chociażby ze względu na naszą perełkę, czyli daktylowiec, który rośnie jak na drożdżach i przebił stary dach. Poza tym zaplecze kuchenne i sanitariaty nie spełniały norm unijnych. Gdyby więc nie było remontu, restauracji i tak w najbliższym czasie groziło zamknięcie. Wreszcie po blisko 20 latach wizytówka Zielonej Góry doczekała się gruntownej przebudowy.

Prace ruszyły jesienią ub.r. Jednak dopiero dwa tygodnie temu restaurację całkowicie zamknięto. Obecnie gotowa jest już piwnica od strony parkingu. Znajdą się tam pomieszczenia gospodarcze. Teraz robotnicy zbroją strop i podkłady pod konstrukcję metalową ścian. Układana jest też na głębokości 4 m instalacja ogólnospławna. W połowie tygodnia przy palmiarni stanie ogromny dźwig. Przy jego pomocy będą stawiane szklane ściany.

Prace trwają też w środku. Remontowana jest część socjalna i kuchnie, które nie spełniały wymogów sanitarnych. - Chociaż rośliny i zwierzęta zostały w obiekcie, to nic im nie grozi. Wszystko jest dokładnie zabezpieczone. Część roślin zostanie lekko przycięta, ale do czasu otwarcia, na pewno pięknie odrosną - zapewnia Mariola Radwańska z Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, która nadzoruje wszystkie prace w palmiarni. - Aby aura nie zniszczyła roślin podczas prac, najpierw stanie nowa konstrukcja, a dopiero potem zostanie rozebrana stara - tłumaczy Radwańska.

Palmiarnia zostanie poszerzona z boków o trzy metry. Większość ścian będzie w całości ze szkła. O ponad 2 tys. m kw. zwiększy się też powierzchnia użytkowa wewnątrz szklanej kopuły. W przyszłości restauracja, parkiet taneczny, antresole, kawiarnia i roślinność będą rozłożone na ponad 3,3 tys. m kw. Zostaną zachowane charakterystyczne trójkąty obecnego dachu, środek jednak będzie wyższy o 11 m.

Pierwotnie przy palmiarni miała stanąć wszechnica ekologiczna, ale ze względu na zbyt wysoki koszt jej budowy, wykreślono ją z projektu. Za to jednak wreszcie w Zielonej Górze będziemy mieli pomnik Bachusa i rzekę. W nowej części palmiarni od strony parkingu stanie bowiem przytwierdzona do ściany 14-metrowa skała, na której szczycie siądzie marmurowy Bachus. Z naczynia w jego dłoniach wylewać się będzie woda. To jednocześnie początek rzeczki, która będzie wiła się między roślinnością we wnętrzu i w pewnym momencie wypłynie na zewnątrz budynku, by zasilić oczko wodne, na którego środku stanie wielka marmurowa kula ważąca ponad 2 t. Wokół niego będzie plac zabaw dla dzieci.

Całość prac wykonuje warszawska firma Skanska, która za rozbudowę palmiarni i remont terenu wokół niej dostanie ponad 16 mln zł. Według umowy z miastem w nowym wnętrzu będziemy mogli świętować już tegorocznego sylwestra.

Do połowy przyszłego roku ma być też zagospodarowane całe Winne Wzgórze. Najbardziej zmieni się fragment przy skrzyżowaniu ulic Kupieckiej i Podgórnej, gdzie obecnie jest parking. - Wkrótce zostanie on zlikwidowany, a będzie tam ozdobne wejście do parku. Stamtąd też poprowadzi specjalna trasa dla osób niepełnosprawnych, które dotychczas miały spory kłopot, by dostać się do palmiarni ścieżkami pełnymi stopni - mówi Mariola Radwańska. Część starych ścieżek zostanie zlikwidowanych, reszta doczeka się wymiany nawierzchni. Uporządkowany zostanie też teren wzdłuż ul. Wrocławskiej. Wiąże się to jednak z wycięciem ok. 50 drzew. W zamian za to wykonawca posadzi tam 70 nowych.

Beata Tokarz

(źródło: gazeta.pl)

ZUS większy i z fontanną

Fontanna sprzed Zakładu Ubezpieczeń Społecznych nie zniknie – zapewnia dyrekcja ZUS. W tej chwili do budynku przy ulicy Kupieckiej dobudowywana jest sala obsługi interesantów; wszystko dzieje się za blaszanym ogrodzeniem, widać jednak, że część fontanny została rozebrana, a to zaniepokoiło zielonogórzan.

Z pytaniem o losy fontanny udaliśmy się więc do Genowefy Ryszkiewicz, dyrektor oddziału ZUS w Zielonej Górze. „Fontanna pozostanie. Jest nie tylko elementem dekoracyjnym, ale i zapewniającym bezpieczeństwo, obok fontanny znajdują się bowiem olbrzymie zbiorniki retencyjne, a fontanna umożliwia obieg wody” – wyjaśnia dyrektor.
Oddanie do użytku sali obsługi interesantów usprawni funkcjonowanie Zakładu. W tej chwili sprawy trzeba załatwiać na kilku piętrach; za kilka miesięcy będzie je można załatwić w jednym miejscu. Zielonogórzanie odwiedzający ZUS cieszą się z powodu przygotowywanych udogodnień.
Dyrekcja ZUS zapewnia, że rozbudowa idzie zgodnie z planem i pierwsi klienci zostaną przyjęci w nowej sali w trzecim kwartale tego roku.

Sylwia Misiak

(źródło: rzg.pl)

11 marca 2007

Kto chce mieszkać w starej fabryce?

Lofty powstaną w "Tkalni" przy ul. Fabrycznej. To pierwsze takie mieszkania w Zielonej Górze. Majętni lokatorzy wprowadzą się prawdopodobnie już w przyszłym roku.

Lofty to mieszkania, które powstają w budynkach po fabrykach. Od pół wieku robią furorę na zachodzie, w końcu pojawiły się i u nas. Zrujnowane budynki przerabia się na ekskluzywne apartamentowce. W Polsce pojawiły się już m.in. w Łodzi, gdzie za mieszkanie dawnej fabryce Karola Scheiblera trzeba zapłacić nawet 7,5 tys. zł za metr. W Poznaniu 6,9 tys. zł, w stolicy nawet 12 tys. zł.

Pierwsze zielonogórskie lofty powstaną w dawnej fabryce włókienniczej przy ul. Fabrycznej. Budynek ma prawie sto lat. Ostatnie lata to tylko wspomnienie dawnej świetności - działał tam bez większego powodzenia Dom Handlowy Polon. Na parterze są małe firmy i sklepy.

FOT. FAKTOR NIERUCHOMOŚCI

Gotowe są już projekty zagospodarowania budynku pod mieszkania. Remont rozpocznie się, gdy deweloper dostanie akceptację konserwatora zabytków.

Budynek się nie zmieni. Nowoczesne elementy pojawią się jednak przy wejściu do bloku. Będzie tam ogromny hol. Całość (również winda) będzie przeszklona. Zostaną pofabryczne maszyny, żeliwne słupy, ceglane ściany.

W pierwszym budynku będzie 36 mieszkań. Powierzchnie są bardzo zróżnicowane - od 37 m kw. do 154. W mieszkaniach na parterze będą antresole, a na tyłach bloku ogromne tarasy. Lokatorzy wyższych pięter będą mieć balkony. - Tego nie było w dawnej fabryce. Zaprojektował je nasz architekt - mówi Zbigniew Zjawin, szef firmy Faktor, która pośredniczy w sprzedaży mieszkań.

Calu obiekt będzie monitorowany. Każdy właściciel mieszkania będzie miał również udziały we własności basenu. Niewielka pływalnia o powierzchni 45 m kw. znajdzie się tuż przy klubie fitness.

Lofty nie są tanie. Metr kosztuje 4,8 tys. zł brutto. - To mieszkania m.in. dla osób, które mają dość domku jednorodzinnego i koszenia trawy - mówi Zbigniew Zjawin. Wysoka cena nie przeraża. Choć oferta pojawiła się dwa tygodnie temu, a do biura zgłosiło się już około 30 zainteresowanych.

Zielonogórzanie mogą mieć wątpliwości, czy zaniedbana dotąd ul. Fabryczna jest dobrym miejscem na mieszkanie. - W budżecie zapisaliśmy 300 tys. zł na projekt rewitalizacji całego kwartału, który obejmuje ul. Fabryczną, Ogrodową i Grottgera. Lofty to pierwszy krok do tego, żeby okolica stała się atrakcyjna - przekonuje Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent Zielonej Góry.

Mirosława Dulat

(źródło: gazeta.pl)

W parku Piastowskim szykuje się wycinka drzew

Mieszkańcy ul. Ptasiej protestują przeciwko budowie drogi przez park Piastowski. Popierają ich przyrodnicy. - Nie niszczcie naturalnego korytarza między centrum Zielonej Góry a lasami. Zamiast jezdni wybudujcie tunel - apelują do władz miejskich.

Park przy ul. Ptasiej jest jednym z największych w Zielonej Górze. Mieszkają w nim wiewiórki i sporo gatunków ptaków, nie brakuje też żywych pomników przyrody. W pogodny dzień jest pełen spacerowiczów. Emeryci z wnukami, rodzice z dziećmi, uczniowie pobliskich szkół spędzają tu całe dni. Tędy parafianie idą do na msze do kościoła franciszkańskiego. Większość z nich słyszała już o drodze. Leszek Tatarynowicz, mieszkaniec ul. Ptasiej, na znak protestu postawił zaraz przy wejściu do na tereny zielone tablicę apelującą do zielonogórzan o ratunek dla parku. Spacerowicze zgodnie twierdzą, że budowa to zły pomysł. Chętnie z nami rozmawiają. - To głupota. Mieszkam przy ul. Pionierów, ale codziennie tu przychodzę. Ludzie tu ciągną, bo to jedyny teren zielony w okolicy - mówi Józef Nowicki. Podobnego zdania są Zbigniew i Krystyna Ciebiera, mieszkańcy ul. Zawadzkiego. - To absolutny skandal. Park w zasadzie przestanie istnieć, zostanie tylko niewielka jego część od nowej drogi do amfiteatru. Sami jesteśmy inżynierami i uważamy, że nie ma większego uzasadnienia jej budowania. Niby czemu miałaby służyć? Nie sądzimy, że odciąży ruch na Wyszyńskiego - mówią.

Jak tłumaczą miejscy urzędnicy, założeniem pomysłu budowy drogi jest rozładowanie ruchu na ul. Jaskółczej i ul. Kożuchowskiej, które są w tej chwili jedynymi trasami, jakie prowadzą na Jędrzychów. - Mieszkańcy ul. Jaskółczej od lat skarżą się, że cały ruch w kierunku Botanicznej odbywa się pod ich oknami. A przecież nie da się tej drogi poszerzyć. Alternatywna trasa na Jędrzychów jest niezbędna, chociażby po to, żeby mieszkańcy zachodniej części Zielonej Góry nie musieli objeżdżać pół miasta, kiedy chcą dostać się np. na Botaniczną - tłumaczy Alicja Makarska, naczelnik Wydziału Inwestycji i Zarządzania Drogami w zielonogórskim magistracie. Dodaje, że protesty przeciwko budowaniu drogi przez park Piastowski są nieuzasadnione, bo nie ma jeszcze nawet koncepcji dokładnego przebiegu nowej trasy.

Opracowanie koncepcji potrwa ok. 2-3 miesięcy. Radni przeznaczyli na ten cel 200 tys. zł. Budowa drogi jest ujęta w wydatkach inwestycyjnych na lata 2008-2013. Wstępnie urzędnicy biorą pod uwagę trzy możliwe warianty przebiegu drogi. Jedna z nich to tunel pod parkiem. Druga - obniżenie terenu pod drogę w parku i przejście dla pieszych kładkami nad drogą. Trzecia koncepcja przewiduje stworzenie nasypu w parku. Przejścia dla pieszych miałyby przebiegać pod ziemią. - Specjaliści przygotują te koncepcje, po czym przeanalizujemy je pod względem wykonalności, kosztów, ekologicznym i geologicznym - wyjaśnia Makarska. Różne są też warianty "wylotu" drogi na ul. Botaniczną.

Argument urzędników, że postarają się wyciąć jak najmniej drzew, nie przekonuje protestujących mieszkańców. Do ich protestu włączają się również przyrodnicy. Wprawdzie przy budowie drogi na pewno nie ucierpią najstarsze pomniki przyrody parku - dwa stare buki i lipa, ale i tak z parku może zniknąć wiele cennych drzew. Według przyrodników ubytek drzew to tylko połowa problemu. Jak twierdzi dendrolog Piotr Reda, przecięcie parku Piastowskiego drogą zakłóci gospodarkę ekologiczną całego miasta. - Park jest korytarzem między lasami a centrum miasta. Pozwala migrować roślinom i zwierzętom w jego obrębie. Wybudowanie drogi będzie przypominało założenie sobie tamy w układzie krwionośnym w organizmie - wyjaśnia Reda. Przyrodnicy przekonują, że jedynym rozwiązaniem byłaby budowa tunelu.

- To jest opcja zupełnie nierealna. Budowa tunelu kosztowałaby kilkadziesiąt milionów euro. Nie da się uniknąć wpływu budowy drogi na środowisko. Gdybyśmy chcieli chronić każde drzewo, trzeba by wszędzie wybudować metro pod ziemią - mówi Adam Urbaniak, przewodniczący Rady Miasta.

Planowana droga będzie przechodzić obok I Liceum Ogólnokształcącego. - Jej budowa nie wpłynie na atrakcyjność miejsca. Jednym z naszych atutów jest piękne położenie. W parku mnóstwo jest ptaków i wiewiórek. Na pewno wizerunek otoczenia na tym straci. Kierowcy będą mieli ładny widok z okien, kiedy będą przejeżdżać, my tu zostaniemy. Lekcje wf. odbywają się głównie na terenie szkoły, ale korzystamy też z parkowych terenów rekreacyjnych. Uczniowie mają czym oddychać. Co roku organizujemy akcję sprzątania parku. Przyjemnie jest otworzyć okno i poczuć świeże powietrze, a nie spaliny - wymienia zalety położenia w parku wicedyrektor I LO Jolanta Żochowska.

O zachowanie parku w niezmienionym stanie będzie walczył Jerzy Mendaluk z Ligi Ochrony Przyrody, emeryt, długoletni wojewódzki inspektor do spraw ochrony środowiska. Przygotowuje pismo do prezydenta miasta. - Droga prowadziłaby nieuchronnie do zniszczenia unikalnej kolekcji iglaków, zgrupowanych w tej okolicy. Te gatunki drzew są szczególnie wrażliwe na zanieczyszczenia komunikacyjne atmosfery - mówi. - Trzeba jasno powiedzieć, że droga nie rozwiązuje docelowo ruchu. Jest to rozwiązanie doraźne, ale zniszczenia tego fragmentu struktury parkowo-miejskiej będą trwałe - dodaje.

Olga Zdanowicz, Mirosława Dulat

(źródło: gazeta.pl)

02 marca 2007

Koniec z korkami na ulicy Chrobrego?

Radni zdecydowali: w tym roku trzeba przebudować rondo 11 Listopada przy Urzędzie Marszałkowskim

Aby ta inwestycja mogła być zrealizowana, konieczne było zwiększenie deficytu miasta o 2,6 mln zł. Tyle bowiem ma kosztować przebudowa jednego z najbardziej zakorkowanych rond w mieście. Wczoraj radni zdecydowali się na taki krok, mając na uwadze, że w godzinach szczytu już teraz jest tam trudno przejechać. W dodatku wiosną rozpocznie się naprzeciw Urzędu Miasta budowa biurowca, w którym zaplanowano podziemne parkingi. - Przebudowę ronda chcieliśmy zrobić dopiero w przyszłym roku, ale postanowiliśmy ją przyspieszyć, by przy jednym bałaganie zrobić dwie rzeczy i nie narażać kierowców na utrudnienia przez dwa lata - tłumaczył Mariusz Woźniak, wiceprezydent Zielonej Góry. W przyszłym roku ruszy też galeria handlowa w Polskiej Wełnie, ruch w tej części miasta znacznie się więc zwiększy. Do tego czasu ulica ma być udrożniona. Jak mówi Alicja Makarska, naczelnik Wydziału Inwestycji i Zarządzania Drogami zielonogórskiego magistratu, trzeba zaktualizować projekt przebudowy, ogłosić przetarg i w połowie roku rozpocząć prace. - Od ul. Chrobrego aż do ronda zostaną poprowadzone dwa pasy, z których jeden przejdzie przed rondem w prawoskrętny, by kierowca, który chce skręcić w stronę ul. Wrocławskiej, nie musiał wjeżdżać na rondo - tłumaczy Makarska. Reszta ronda zostanie bez zmian, bo nie ma miejsca na poszerzenie ulic w pozostałych częściach. Natomiast ruch na skrzyżowaniu Kupieckiej i Wrocławskiej będzie regulowany sygnalizacja świetlną. - Już teraz są tam dwa pasy ruchu, z których można wjechać na al. Konstytucji 3 Maja i Wrocławską. To powinno wystarczyć - dodaje naczelnik.

To nie koniec inwestycji drogowych, nad którymi debatowali wczoraj radni. Dali też dodatkowe 50 tys. zł na dokumentację przebudowy dwóch wiaduktów na ul. Sulechowskiej, na odcinku od ul. Wyspiańskiego do ul. Towarowej, oraz remontu ul. Sulechowskiej do ul. Urszuli. Prace remontowe miałyby rozpocząć się w przyszłym roku i potrwać dwa lata.

(źródło: gazeta.pl)
Beata Tokarz

Jaką halę sportową powinna mieć Zielona Góra?

Obiekt na trzy, pięć tysięcy, a może jeszcze więcej miejsc? Jak duża hala powinna stanąć w Zielonej Górze? - Wystarczy nam taka, jaką zbudował Kalisz - mówi prezydent Janusz Kubicki. - Nie wystarczy, przecież nie jesteśmy prowincją - odpowiada jeden z radnych

Zielona Góra od lat czeka na halę widowiskowo-sportową z prawdziwego zdarzenia. Doczekać się jednak nie może. Ale istnieje szansa, że ten stan niebawem się zmieni. Obecne władze naszego miasta przy okazji budowy basenu chcą postawić halę, jakiej w województwie lubuskim jeszcze nie ma. Zanim jednak rozpocznie się realizacja inwestycji, politycy będą musieli rozstrzygnąć spór o wielkość hali. Załagodzić go miała wizyta zielonogórskich polityków, działaczy sportowych i dziennikarzy w wybudowanej niedawno hali w Kaliszu. Hala Winiary Arena robi wrażenia. Widownia na 3200 krzesełek z opcją dostawienia około 1200 miejsc, wielkie boisko, sale treningowe na kilku poziomach, osiem szatni dla sportowców, siłownia, sauny, profesjonalny monitoring. O takim obiekcie zielonogórzanie mogą tylko pomarzyć. Budowa hali w Kaliszu - zrealizowana w 15 miesięcy - pochłonęła 25 mln zł. Blisko połowę tej kwoty pokryła dotacja z Ministerstwa Sportu. - Teraz musielibyśmy wydać około 35 mln zł - mówił prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki. - Kaliszowi możemy tylko pozazdrościć takiego obiektu. To, co bym w tej hali zmienił to wyłącznie położenie, natychmiast przeniósłbym ją do Zielonej Góry. Takiej wielkości hala w zupełności by nam wystarczyła. Bydgoszcz zbudowała większą, na osiem tysięcy miejsc, i teraz ma kłopot. Nie chcą w niej grać zespoły ligowe, bo widownia świeci pustkami. Zawodnicy twierdzą, że cierpi na tym atmosfera w czasie spotkań. Dlatego musimy uważać, żeby nie stworzyć czegoś, co nie będzie nam potrzebne.

Zdanie prezydenta podziela prezes Zastalu Zielona Góra Rafał Czarkowski. To kierowany przez niego koszykarski klub byłby głównym użytkownikiem nowej hali. - Ja się podpiszę pod projektem każdej hali, bo na razie nie mamy żadnej - powiedział Czarkowski. - Wreszcie mecze rozgrywane byłyby w ludzkich warunkach. Taka hala, jaką ma Kalisz, w zupełności nam wystarczy. Bo uważam, że więcej ludzi niż może ona pomieścić na nasze mecze nie przyjdzie.

Zupełnie inny pogląd na sprawę wielkości obiektu mają niektórzy zielonogórscy radni. Artur Zasada z Platformy Obywatelskiej skrytykował nawet kaliską halę: - Złośliwie powiem, że jest to świetna hala dla potrzeb działającego przy niej gimnazjum, ewentualnie dla potrzeb uniwersytetu, a nie dla takiego miasta jak Zielona Góra - powiedział. - My potrzebujemy pięknej i dużej hali widowiskowo-sportowej, a nie takiej trochę prowincjonalnej, pachnącej tanizną.

Inny radny PO, były koszykarz Zastalu, Paweł Wysocki na razie nie wie, jak duża hala powinna stanąć w Zielonej Górze. - Trzeba to na spokojnie rozważyć, porównać koszty, przepisy i zastanowić się, do jakich celów hala ma służyć - stwierdził. Ale radny Kazimierz Łatwiński z PiS ma sprecyzowany pogląd. - Ten obiekt ma nam służyć kilkadziesiąt lat, dlatego należy uniknąć wałkowania w przyszłości wiecznego zielonogórskiego temat, że znowu zbudowaliśmy coś za małe - mówił Łatwiński. - Przecież hala ma służyć nie tylko sportowcom. Nie chciałbym, żeby kiedyś okazało się, że ominął nas jakiś ciekawy koncert tylko dlatego, że w hali mamy o tysiąc czy dwa tysiące miejsc za mało.

Na budowę hali na 3-4 tys. miejsc nie godzi się również zielonogórski parlamentarzysta, członek sejmowej Komisji Kultury Fizycznej i Sportu Czesław Fiedorowicz. Poseł twierdzi, że Zielona Góra ma większe szanse na dotację z budżetu państwa, jeśli zdecyduje się na budowę obiektu spełniającego normy międzynarodowe, takiego, w którym można organizować imprezy rangi mistrzostw Europy i świata. - Przekazałem władzom miasta informacje m.in. z Polskiego Związku Koszykówki, określające warunki, jakie musi spełniać obiekt, by można było rozgrywać w nim spotkania międzypaństwowe - powiedział Fiedorowicz. - Właśnie do tego powinniśmy dążyć. A jeśli Zielona Góra bierze za wzór Kalisz, to moim zdaniem obniża rangę naszego województwa. Naszym wzorem powinny być duże hale w Lublinie czy w Łodzi. Musimy też pamiętać o tym, że inwestycja ma służyć nie cztery lata, a kilkadziesiąt. Dlatego już teraz musimy brać pod uwagę to, jak będziemy tłumaczyć w dalekiej przyszłości decyzje podjęte dziś.

(źródło: gazeta.pl)
Cezary Konarski