30 sierpnia 2007

Zastój w miejskich inwestycjach

Miejskie inwestycje stanęły w miejscu. Kolejne przetargi ogłaszane przez magistrat są unieważniane. - Nie ma chętnych lub chcą więcej pieniędzy niż mamy - rozkładają ręce włodarze Zielonej Góry

Już wiosną miasto zapowiadało pierwsze od lat poważne remonty placów zabaw dla dzieci. Na pierwszy rzut miały pójść place w Parku Tysiąclecia, Sowińskiego i św. Trójcy oraz przy pl. Słowiańskim. Miasto przeznaczyło na te inwestycje ponad 200 tys. zł. W miejscu zniszczonych huśtawek i niebezpiecznie chwiejących się zjeżdżalni miały powstać nowe, w większości drewniane, więc bezpieczniejsze, a w Parku Tysiąclecia - miniboisko do koszykówki. To miał być początek inwestycji z myślą o najmłodszych, bo w kolejce czeka jeszcze 12 placów zabaw.

Szukamy projektantów i budowlańców

Jak się jednak okazuje, nie tak łatwo spełnić obietnice, nawet te dane dzieciom. Już po raz trzeci magistrat ogłosił przetarg na modernizację komunalnych placów zabaw. Dwie poprzednie próby znalezienia wykonawcy zakończyły się fiaskiem.

To niestety nie jedyna inwestycja, która, chociaż znalazła się w budżecie miasta na ten rok, w tym roku zrealizowana nie będzie. Brakuje bowiem nie tylko chętnych do typowych prac budowlanych czy remontowych. Władze Zielonej Góry mają kłopot nawet z przetargami na prace projektowe, a wiadomo: nie ma projektu - nie ma inwestycji.

Nikt nie zgłosił się na dwa ogłoszone już przetargi na opracowanie projektu boiska zadaszonego przy Gimnazjum nr 2 przy ul. Św. Cyryla i Metodego. Po raz kolejny miasto podjęło też próbę znalezienia kogoś, kto przygotowałby projekt zagospodarowania terenu przy ul. Działkowej. Miałby tam powstać piękny teren rekreacyjny dla okolicznych mieszkańców. Podobnie też zakończyły się szumne zapowiedzi zagospodarowania Doliny Gęśnika. - Chcemy tam uporządkować teren i stworzyć enklawę zieleni, która pięknie komponowałaby się z nowymi domkami, które buduje tam prywatny inwestor, a także z planowanym przez ks. Jana Romaniuka, proboszcza parafii św. Alberta Chmielowskiego, odnowionym poniemieckim basenem przy ul. Źródlanej - mówiła jakiś czas temu Alicja Makarska, kierownik Biura Inwestycji Miejskich. Dwa przetargi na projekt zagospodarowania tego terenu zostały jednak unieważnione.

Poczekać musi również inwentaryzacja miejskich ścieżek rowerowych, bo jedyna firma, która zgłosiła się do przetargu, chciała o ponad 100 tys. zł więcej niż miasto przewidziało w budżecie (200 tys. zł). Oprócz inwentaryzacji tego, co jest, wykonawca miał też opracować koncepcję budowy nowych ścieżek, która w przyszłości miała stać się podstawą do stworzenia w Zielonej Górze sieci ścieżek z prawdziwego zdarzenia. Tak, by wreszcie rowerzyści nie musieli się głowić, jak przedostać się z jednego krańca miasta na drugi. Obecny układ to bowiem nieskładna plątanina kończących się nagle dróg dla rowerów.

Trudno, może wybudujemy za rok

Również piesi i kierowcy korzystający z wiaduktów na ul. Sulechowskiej muszą uzbroić się w cierpliwość. Wiadukt nad torami kolejowymi jest już w fatalnym stanie, dosłownie rozjeżdża się, a schody prowadzące na niego wiszą wręcz w powietrzu, bo oddziela je od jezdni kilkucentymetrowa przerwa. Trudno się jednak cieszyć z faktu, że po wielu latach obiecywania wreszcie udało się w budżecie wygospodarować pieniądze na jego remont, skoro nadal nie ma nawet projektu.

Na wczorajszej sesji w ratuszu radni Zielonej Góry zgodzili się, aby pieniądze na część inwestycji, dla których dotychczas nie udało znaleźć się wykonawców, przesunąć na przyszły rok budżetowy. Taki los spotkał m.in. trybuny na stadionie żużlowym przy ul. Wrocławskiej i strzelnicę Gwardii. - To jedyny sposób - przekonuje Makarska.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Brak komentarzy: