29 lutego 2008

Koniec z blaszakami na bazarze pod Topolami

Zielonogórski bazar Pod Topolami zniknie do końca grudnia. - Na początku przyszłego roku mogą wjeżdżać tam buldożery - cieszy się prezydent. A kupcy załamują ręce. - Czy my jesteśmy z Księżyca?


Tylko do końca roku rynek Pod Topolami w zielonogórskim śródmieściu będzie działał na takich zasadach jak do tej pory. O jego losie przesądzili radni i prezydent.

Kilkanaście ciasno ustawionych blaszanych budek ma zniknąć z centrum miasta. Magistrat zamierza podpisać ostatnią już umowę dzierżawy z kupcami, która będzie obowiązywała jedynie do końca grudnia. W tym czasie urząd przygotuje projekt zagospodarowania przestrzennego terenu.

Rynek przy ul. Pod Topolami ma być terenem zielonym jedynie z elementami handlu. Na jego końcu ma stanąć budynek usług. - Teren zmieni się zgodnie z nowym planem. Ten nie pozwala, żeby w centrum miasta stało 17 szczęk. Uzgodniliśmy z radnymi, że zostaną tylko elementy handlu detalicznego związanego z warzywami, owocami i kwiatami. To jesteśmy w stanie zaakceptować. Trzeba to tylko ładnie zorganizować. Takiego "bangladeszu" jak jest, nie będzie. Na pewno znikną budki z mięsem - mówi Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent miasta. - Kupcy chcieli umowy na trzy lata. Nie zgodziliśmy się z obawy, że przez ten czas nic się nie zmieni. Zostałoby wszystko po staremu, może tylko dodaliby trochę trawki - tłumaczą urzędnicy.

Decyzja nie podoba się handlarzom. - Dlaczego u nas nie może go być? - komentuje pani Grażyna, która handluje odzieżą z owczej wełny.

Mirosław Czepczyński sprzedaje papierosy i kawę. - Wiemy, że miasto chce nas zwyczajnie zlikwidować. Przestałem wierzyć w zapewnienia, że znajdzie się dla mnie miejsce na nowym skwerku. Jak mnie wygonią, to będzie rozpacz. Mam troje dzieci na utrzymaniu. Nie wiem, co zrobię - komentuje.

- To, co proponuje nam magistrat, jest bez sensu. Sama sprzedaję warzywa i owoce. Prowadzę normalny handel. Mam tu chłodnię, bez której się nie obejdę. Potrzebuję dużego metrażu. Opowiadanie o sprzedawaniu warzyw pod parasolką i to jeszcze do godz. 16, to propozycja dla emerytów działkowców, a nie kupców, którzy utrzymują się z handlu - komentuje właścicielka stoiska z warzywami i owocami (nie chciała się przedstawić).

Henryk Szczerba, prezes spółki Pod Topolami nie krył przed radnymi rozżalenia. - Od 15 lat ktoś nam przeszkadza, tylko po to, by nas wreszcie usunąć - mówił w ratuszu. I pytał: - Czy wybudowane przez miasto pawilony udostępniane będą także naszym kupcom? Tego nie wiemy. A przecież nie przyjechaliśmy z Księżyca. Handlujemy tu od lat.

Prezydent Janusz Kubicki nie odpowiedział na pytania handlowców, czy to oni będą zarządzać odnowionym terenem. - Mamy jeszcze cały rok na podjęcie decyzji. Będę się nad tym zastanawiał - tłumaczy.

Pomoc handlarzom obiecuje radny PiS Kazimierz Łatwiński: - Część radnych najchętniej zrobiłaby w tym miejscu trawnik. Ja staram się przekonać tych, którzy kupców lekceważą, że trzeba pozwolić im zostać. Oczywiście nie w takiej formie, nie w takich skandalicznych warunkach. Powinni zająć połowę tej działki co teraz. Reszta byłaby terenem zielonym. Mieszkańcy tej części miasta naprawdę lubią robić zakupy na ryneczku. Bazarowi trzeba tylko nadać po prostu jakąś cywilizowaną formę. Myślę, że nasi urbaniści są w stanie zrobić tu cudo - komentuje Łatwiński.

Mieszane uczucia mają sami klienci targowiska. - Kupuję tu regularnie. Moje sąsiadki też. Jak zlikwidują rynek, to świat się nie zawali. Zrobię zakupy gdzie indziej, bo przecież nie mam wyjścia. Tylko szkoda tego miejsca - mówi pani Helena, emerytka.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Brak komentarzy: