15 marca 2008

Czy inwestorzy omijają Zieloną Górę?

Zacznijmy od anegdoty - kiedyś tajwańscy inwestorzy odwiedzili Zieloną Górę. "Jedziemy na Spalony Las” - rzucił ktoś w autobusie.

Jeden z gości znał język polski, poszeptał coś z kolegami i autobus zawrócił. Nazwa nie rokowała dobrego interesu.

Nie tylko władze miasta mówią, że wokół Zielonej Góry kręci się sporo inwestorów. Tyle że nie z branży produkcyjnej, ale usługowej i handlowej. - Mamy niewielkie szanse na zakłady produkcyjne - mówi wiceprezydent Dariusz Lesicki, odpowiedzialny w urzędzie za pozyskiwanie inwestorów. - Mamy ośmioprocentowy poziom bezrobocia, bliski naturalnego. Czyli trudno będzie znaleźć w naszym mieście osoby, które zechcą pracować za 1.500 złotych.

Gdy pytaliśmy jednak w Stelmecie i LUG-u, czy mieli kłopoty z naborem pracowników do swoich nowych zakładów w strefie ekonomicznej, zapewniali, że nie. - Dobrze płacimy - mówił szef Stelmetu Stanisław Bieńkowski. W LUG-u usłyszeliśmy, że zimą przychodziły do siedziby firmy kobiety i z płaczem prosiły o pracę.

- W nowych zakładach produkcyjnych o zatrudnienie pytają też mieszkańcy powiatu, to dlatego nie ma problemów z naborem - odpowiada wiceprezydent. I zapewnia, że miasto ma również dla firm produkcyjnych ofertę. Chodzi o tereny przy Trasie Północnej. Już teraz do wzięcia jest grunt po byłej bazie policyjnej i nowa działka w strefie (przy samym rondzie). Tyle że i tu są problemy - teren bazy trzeba powiększyć o sąsiednią działkę, a grunt przy rondzie wymaga wylesienia.

Co charakterystyczne, nowe zakłady chcą w mieście rozwijać już funkcjonujące tu firmy. I dobrze, bo to oznacza, że się rozwijają. Z nowych inwestorów mamy na razie tylko Trewirę, która w halach Novity prowadzi produkcję tekstylną. I planuje znacznie rozszerzyć działalność. Co oznacza zatrudnienie kilkuset osób. To są plany bardzo realne, bo spółka już zatrudnia średni personel nowego zakładu. Potem przyjdzie czas na pracowników produkcyjnych.

Czy jest szansa na kolejną dużą firmę produkcyjną? - Szanse są, ale nic nie powiem, zanim nie zakończymy rozmów - odpowiada wiceprezydent Lesicki.

Wieżowiec? W żadnym wypadku!

Wielu chętnych mamy na inwestycje handlowe, usługowe i rekreacyjne. Największa ma być w miejscu obecnego Centrum Biznesu. W planach jest nie tylko ogromne centrum handlowe, ale stworzenie całego "city” przy ul. Bohaterów Westerplatte - od Hermesa do Centrum Biznesu. Na temat Hermesa ze Społem rozmawia kilka chętnych firm. Ale według naszych informacji, łatwo nie mają.


Jeden z zagranicznych inwestorów przedstawił koncepcję, według której staną tam trzy budynki: dwupiętrowy, czteropiętrowy i ośmiopiętrowy. Bo w końcu na tyłach jest już wieżowiec ZUS-u. Tyle że w dokumentach urzędowych nie dość, że zapisano im możliwość zabudowy terenu tylko w części, ale również budowę budynku tylko dwupiętrowego. I do tego tylko jedno piętro podziemnego parkingu, a przedsiębiorcy proponowali dwa...

Problem z wysoką zabudową jest również w wielu innych miejscach miasta. Najczęściej w centrum. Chociażby z budynkiem LOK przy rondzie 11 Listopada. - Na wysoką zabudowę nie zgadza się konserwator zabytków, nie urząd - tłumaczył nam niedawno prezydent Janusz Kubicki. Konserwator nie zgadza się również na zburzenie byłego domu partii. Czego firma planująca w miejscu CB kompleks handlowy bynajmniej nie przyjęła z entuzjazmem.

Czasami też mieszkańcy mówią: "nie”. Pomysł budowy 150 domków rekreacyjnych na terenie kąpieliska w Ochli wywołał protesty mieszkańców Jędrzychowa. Którzy nie zgadzają się na wycinkę drzew na obecnych terenach rekreacyjnych.

- Nasz magistrat nie jest idealny dla inwestorów, ale często przedsiębiorcy potykają się również o inne urzędy, konserwatorski, skarbowy - mówi jeden z naszych rozmówców. - Słyszałem już takie zapowiedzi biznesmenów, że nigdy nie zostawią ani złotówki w naszym mieście. Bo tyle tutaj napotkali przeszkód.

Okienko pilnie potrzebne

Pomocą inwestorom, szczególnie zagranicznym, powinien służyć urząd miasta. Gdy D. Lesicki obejmował stanowisko w magistracie, obiecywał, że stworzy dla nich specjalne "okienko”. Na razie go nie zauważyliśmy.

- To jest także kwestia przepisów - tłumaczy wiceprezydent. - Na razie nie możemy w imieniu przedsiębiorców wysyłać pism do innych urzędów. Ale są u nas druki, które muszą wypełnić przedsiębiorcy, gdy rejestrują działalność w urzędzie skarbowym i statystycznym. Nasz pracownik pomoże też je wypełnić. Oczywiście, oferując pomoc w jęz. niemieckim lub angielskim.

Chociaż z tym angielskim jest jednak kłopot. Urząd szuka właśnie pracownika z biegłą znajomością tego języka, ale na razie żaden się nie zgłosił.

Wiceprezydent obiecuje, że stworzy w końcu jedno okienko, gdzie chętny inwestor załatwi wszystkie sprawy urzędowe. Oby. Bo my słyszeliśmy o takich historiach, że owszem u wiceprezydenta wszystko poszło dobrze, ale potem zagraniczni przedsiębiorcy udali się na górne piętra po ustalenia i mapki... I tu polegli...

A co myśli D. Lesicki o sugestii urzędnika, że inwestorzy mają uczyć się polskiego... - Faktycznie, niezręczność - odpowiada. - Ale zawsze w przypadku problemów zapraszam do mnie. Mogę być nawet tą ostatnią deską ratunku.
Tyle że tu nie chodzi o akcję ratunkową, tylko werbunkową.

Źródło: gazetalubuska.pl

Brak komentarzy: