02 czerwca 2008

Ul. Struga: ziemia pod usługi, czy hipermarket

Zielonogórscy radni nie uchwalili studium przestrzennego miasta. Główny powód: kontrowersje wokół sprzedaży ziemi przy ul. Struga. Prezydent Janusz Kubicki wystawił ją na przetarg. Inwestor mógłby postawić pawilony usługowe i parking, ale po przegłosowaniu studium już hipermarket

Zielonogórscy radni mieli we wtorek uchwalić studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta. Planowali to już od miesięcy. Ostatecznie jednak nie dogadali się z prezydentem.

Zabrakło też opinii dwóch komisji: gospodarki oraz rozwoju miasta i ochrony środowiska. Zdaniem radnych, w dokumencie znalazło się zbyt wiele błędów. Szczególne kontrowersje wzbudziła sprawa ziemi za salonem firmowym Toyoty przy ul. Wrocławskiej. Przetarg na jej sprzedaż magistrat ogłosił dwa dni temu. Ogłoszenie zamieścił w prasie, m.in. w "Gazecie". Czytamy w nim, że do kupienia jest działka o powierzchni 6,6 tys. m kw. przy ul. Struga. Cena wywoławcza 1,6 mln zł. To już drugi przetarg ogłoszony przez miasto. Wcześniej rzeczoznawcy wycenili tę ziemię na 2,6 mln zł. Chętny na nią się nie znalazł.

Zdaniem radnych, sprzedaż tej działki to skandal. Kazimierz Łatwiński, radny PiS. - Została zakwalifikowana w projekcie studium jako wielkopowierzchniowy obiekt handlowy (WHO). Tymczasem urząd chce ją sprzedać jako ziemię przeznaczoną pod usługi i parkingi. To znacznie obniża jej wartość - alarmował. Poparł go klub PiS i radni PO. - Dlaczego miasto sprzedaje ziemię, a nie czeka na studium? Gdyby teren był w przetargu określony jako grunt pod hipermarket, wtedy miasto sprzedałoby ją za dużo wyższą cenę. Czy prezydent Kubicki tego nie widzi? Moim zdaniem, to, co robi, ociera się o działanie na szkodę miasta. Poza tym to tylko jeden z konkretnych przykładów potwierdzających, że błędem byłoby przyjmować w tej chwili studium - tłumaczy Jacek Budziński, szef klubu PiS.

Radni: miasto nie chce więcej zarobić?

Głosy radnych poparł naczelnik wydziału geodezji i gospodarowania mieniem Zdzisław Szczepański. - Rzeczywiście, radni słusznie zauważyli, że ta działka jest wystawiona na przetarg i jej przeznaczenie określono według miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W tym dokumencie wpisano, że jest przeznaczona pod usługi i zawarto ograniczenia zabudowy wynikające z sąsiedztwa stacji meteorologicznej. Bliżej stacji zabudowa może mieć jedną kondygnację, a w okolicach Toyoty - dwie. Prawdą jest, że zapis w studium istotnie zmienia warunki przetargu. O tym, że projekt studium przewiduje tam WOH, dowiedziałem się dopiero podczas sesji. W tym przypadku zabrakło komunikacji między wydziałem planowania przestrzennego a nami. My tak drobiazgowo nie bierzemy udziału w pracach planistycznych - tłumaczy Szczepański. Jego zdaniem, przeznaczenie ziemi pod handel powoduje wzrost jej wartości. - Uważam, że to istotna zmiana. W przypadku, kiedy chce się tam wprowadzić takie przeznaczenie, uważam, że miasto powinno wstrzymać sprzedaż, uchwalić studium oraz plan i dopiero wtedy jeszcze raz ogłosić przetarg na tę ziemię. Decyzja o tym będzie należała do prezydenta. Przypomnę, że podobnie było w przypadku hipermarketu Carrefour przy ul. Dąbrówki [sprawą zajął się prokurator - red.]. Tam też sprzedano ziemię pod inne przeznaczenie, niż później zapisano w planie - dodaje Szczepański

Decyzja magistratu nie podoba się także radnym PO. - Normalny gospodarz stara się sprzedać, to, co ma, za jak najlepszą cenę - komentuje szef radnych PO Artur Zasada.

Kubicki: radni nie mają pojęcia

Tymczasem prezydent Janusz Kubicki zmian nie chce. - Nie zmienię zapisu w studium, ani nie odwołam przetargu. Nikt w tym miejscu nie zbuduje hipermarketu, bo to niemożliwe. Działka jest za mała. Zabrakłoby miejsca na parking. Nie pozwalają na to także ograniczenia wysokości. Biegły, wyceniając grunt, wiedział o zapisach w projekcie studium, więc prawidłowo ją wycenił - uważa Kubicki. Prezydent ma też pretensje do radnych. - Najpierw nie przychodzili na spotkania z planistami, a teraz nie mają pojęcia, o czym mówią - komentuje. Zdecydował jeszcze raz wystawić projekt studium do publicznego wglądu. Procedura może potrwać nawet pół roku. - Z tego powodu radni muszą się zastanowić, jakie inwestycje trzeba z budżetu wykreślić. Sprzedaż niektórych obiektów była uzależniona od uchwalenia dokumentu. Tylko na sprzedaży Centrum Biznesu mieliśmy zarobić 20 mln zł. W budżecie będą więc dziury - mówi Kubicki.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Brak komentarzy: