09 lipca 2008

Nie ma zgody na wycinkę lasu pod hipermarket

Coraz więcej zielonogórzan chce bronić lasów przy Szosie Kisielińskiej. - Nie pozwolimy, aby wycięto drzewa i postawiono hipermarkety - mówią zgodnie naukowcy, ekolodzy i społecznicy

Wszystko rozbija się o zapis w studium. Według projektu tego dokumentu, tam, gdzie teraz jest las przy Szosie Kisielińskiej, w przyszłości będą mogły stanąć wielkopowierzchniowe obiekty handlowe, czyli jednym słowem - hipermarkety. Chociaż włodarze miasta przekonują, że od zapisu w studium do wycięcia lasów jest jeszcze bardzo daleka droga, mieszkańcy okolicznych osiedli i organizacje ekologiczne wolą dmuchać na zimne. - Chcemy mieć na papierze, że nikt tych lasów nie ruszy ani teraz, ani za kilka lat - mówi Piotr Pilecki z zielonogórskiej Fundacji Alcedo, działającej na rzecz ochrony środowiska. - To bardzo cenny teren dla miasta i jego mieszkańców, bo od dawna wiele osób spędza w nim aktywnie czas, odpoczywa - tłumaczy. Dodatkowo teren ten sąsiaduje z unikatowym parkiem Poetów. - Jest też ważnym pomostem przyrodniczym łączącym zieleń w mieście z lasami podmiejskimi - dodaje dr Piotr Reda, biolog z UZ, członek Zielonogórskiego Towarzystwa Upiększania Miasta, które również włączyło się do walki o ten skrawek zieleni w mieście. Akcję popiera też zielonogórskie środowisko akademickie z rektorami i dziekanami UZ na czele. - Troska o zachowanie lasów powinna być oczkiem w głowie dla władz miasta - piszą w swym liście do członków ZTUM i postulują, by sporny teren objąć prawną ochroną.

Dokładniej o problemie pisaliśmy już w sobotnim wydaniu "Gazety". Na forum zawrzało. - Czyli to jest ten rozwój Zielonej Góry? Budowa hipermarketów? To dzięki nim ZG będzie metropolią na miarę Wrocławia czy Poznania? Ciekawy pomysł, idąc tym tokiem myślenia to Zielona Góra będzie stolicą - hipermarketów - pisze paul123. Popiera go AJA: - Ja chcę mieszkać w mieście takim, jakie ono jest, jak najmniej zapchane, jak najbardziej spokojne. A jak jednemu z drugim marzy się Poznań czy Wrocław, to droga wolna - pisze na forum. Kolejny wpis: - Koniecznością jest przyłączenie okolicznych wsi do Zielonej Góry. Market jak chce, niech powstaje, tylko czy musi być w mieście? Można i 5 km od miasta postawić, i tak większość dojedzie, a lasy się ostaną. W dzisiejszych nerwowych czasach należy docenić ich rolę rekreacyjną - przekonuje MAXX.

Czasu jest coraz mniej, bo już w najbliższy wtorek 15 lipca radni mają zadecydować, czy przyjąć proponowany przez prezydenta miasta studium, czy nie. Wprawdzie nadal prezydent nie dostarczył do biura rady miasta projektu uchwały, chociaż miał to zrobić już w ub. tygodniu. - Nie będzie czasu, by dokładnie się nad nim zastanowić - martwią się radni.

Tymczasem mieszkańcy Zielonej Góry już zaczęli zwierać szyki. List protestacyjny do radnych i prezydenta miasta przygotował też Lesław Batkowski z Perspektyw Zielonogórskich. - Cały czas zbieramy pod nim podpisy, obecnie na ul. Gajowej, Akademickiej, osiedlu Pomorskim. Całość oddamy radnym podczas posiedzenia komisji o studium - mówi Batkowski.

W czwartek 10 lipca na parkingu przy sklepie Tobi na os. Pomorskim przy ul. Przyleśnej (od Szosy Kisielińskiej w kierunku Raculki) odbędzie się spotkanie z mieszkańcami na temat planów miasta odnośnie lasów przy Szosie Kisielińskiej. Organizuje je Fundacja Alcedo. Zaproszono radnych z okręgu wyborczego nr 4, czyli Jacka Budzińskiego, Aleksandrę Mrozek, Roberta Dowhana, Edwarda Markiewicza i Grażynę Jaskulską.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Brak komentarzy: