10 października 2008

Miasto zamienia się na grunty i traci pieniądze

Radni PO twierdzą, że zielonogórski magistrat zamieniając się na grunty z przedsiębiorcami pozbawia miasto zysków. Podają wyliczenia. Każda działka sprzedana w przetargu to zysk z ok. 240-procentową przebitką

Radni PO od dawna grzmią na sesjach rady miasta nie zgadzając się na zamiany gruntów. Na ostatniej sesji protestowali m.in. przeciw dwóm propozycjom, które ostatecznie i tak przeszły głosami PiS i SLD. W zamian za ziemię pod budownictwo wielorodzinne przy ul. Fajansowej magistrat dostanie od firmy San Bud stawek z nabrzeżem na os. Cegielnia. Wymiana gruntów odbędzie się również na os. Warmińsko-Mazurskim. Zdaniem Platformy miasto traci w ten sposób szansę na zarobek. Aby to udowodnić, radny Artur Zasada, szef klubu Platformy w ratuszu poprosił magistrat o zestawienie wszystkich przetargów na sprzedaż niezabudowanych nieruchomości. - Zapytałem prezydenta Janusza Kubickiego, czy po wystawieniu nieruchomości na przetarg otrzymujemy kwoty wyższe niż te ustalone przez rzeczoznawców. Zaprzeczył. Poprosiłem więc o zestawienie - opowiada.

Tabelka, którą przygotował magistra, to wykaz nieruchomości sprzedawanych w przetargu w tym i w ub.r. Jak się okazuje, niemal wszystkie sprzedano drożej niż wycenił to rzeczoznawca. - Czuję się oszukany. Tylko w 2007 r. różnica pomiędzy ceną wywoławczą a uzyskaną w przetargu wyniosła 240 proc. na korzyść miasta. To pokazuje, że miasto zamieniając się na grunty robi błąd. Ceny wskazywane przez rzeczoznawców są nieadekwatne - komentuje Zasada.
Dla przykładu działki przy ul. Źródlanej, Wąskiej czy Szkarłatnej miasto sprzedawało z kilkakrotnym przebiciem. Zdaniem naczelnika wydziału geodezji i gospodarowania mieniem wnioski radnego są "lekko zafałszowane". - Rzeczoznawcy ustalając wartość nieruchomości posługują się metodą porównawczą odnosząc się do danych z poprzedniego roku. W 2007 r. przeżywaliśmy boom gospodarczy, dlatego wyceny w oparciu o dane z 2006 r. wskazywały ceny niższe niż osiągaliśmy. Teraz mamy już tylko 10 proc. przebicia - mówi Zdzisław Szczepański.

Na następnej sesji rady miasta ma pojawić się uchwała, która określi zasady gospodarowania nieruchomościami. Jak tłumaczy prezydent Kubicki, w rzeczywistości w ogóle jednak nie musi radnych prosić o zgodę na zamianę. - Argumenty PO mają wymiar jedynie ekonomiczny. Tymczasem osiąganie zysku to niejedyne zadanie miasta. Z takiej perspektywy nie opłacałoby się nam budować ani jednego boiska. Lepiej byłoby sprzedać grunt pod blok. Po co tworzyć miejsca w żłobku czy przedszkolu, skoro do tego też dokładamy? Dojdziemy do absurdu. Okaże się, że nie opłaca się nawet ludzi leczyć. Po prostu czasem zależy nam na konkretnej transakcji i musimy ją dokonać - mówi.

Radni PO nie zgadzają się z tym argumentem. - To demagogia. Sprzedaż nieruchomości to jedno z ważniejszych źródeł dochodów miasta. Na wykonanie zadań, o których mówi Kubicki potrzebne są pieniądze. Im więcej będzie ich miał, tym więcej zrobi. Jeśli tego nie rozumie, to jest złym gospodarzem. Mam wrażenie, że dla miasta te grunty to ziemia niczyja i niedługo może kazać nam zamieniać się na chmury albo dym z komina - komentuje Artur Zasada.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Brak komentarzy: