19 grudnia 2008

Zagrożona transakcja

Wielomilionowa transakcja pomiędzy zielonogórskim magistratem a właścicielami gruntów os. Na Olimpie jest zagrożona. Zdaniem prezydenta miasta winny jest radny i jego medialne wystąpienia

Na zaproponowanej przez inwestorów Zbigniewa Bąbelka i Adama Baranowskiego transakcji miasto miało zarobić 50 mln zł. Prace nad nią trwały od kilku miesięcy. Do sprzedaży jest ok. 23,7 ha ziemi na os. Na Olimpie. Z tego 5,9 ha należy do miasta. Według negocjowanej ugody miał tam powstać atrakcyjny teren inwestycyjny, który zostałby sprzedany pod wielki handel. Sprzedaż działek objętych porozumieniem nastąpiłaby po uchwaleniu zmiany planu zagospodarowania przestrzennego. Po sprzedaży gruntów inwestorzy przekazaliby miastu 40 proc. uzyskanej ceny. Negocjacje miały ustalić szczegóły porozumienia.

Wczoraj pismo w tej sprawie otrzymał radny PiS Kazimierz Łatwiński, przewodniczący Komisji Gospodarki. Wcześniej radny poprosił władze miasta o udostępnienie ostatniej wersji porozumienia, która miała być podpisana u notariusza. Wcześniej jego klub zlecił także opracowanie opinii prawnej dotyczącej porozumienia. Według niej dokument miał wiele uchybień prawnych. - Ta umowa to spora odpowiedzialność dla miasta. Uważam, że radni powinni wiedzieć, na jakich warunkach prezydent zamierza ją podpisać. Nie rozumiałem, dlaczego nagle jego treść stała się tajna. Uważam, że była ona ukrywana - tłumaczy Łatwiński.

Tekstu ugody nie otrzymał. W odpowiedzi dostał natomiast list podpisany przez Janusza Kubickiego,. Prezydent miasta pisze w nim, że publiczne wystąpienia radnego spowodowały, że przedsiębiorcy odstąpili od zawarcia porozumienia. - Pana medialna postawa zniweczyła w gruncie rzeczy ustalenia poczynione w ciągu kilku miesięcy negocjacji - komentuje prezydent. Tłumaczy radnemu, że negocjacje wymagają spokoju, rozwagi i zaufania. Dalej czytamy, że to przez wypowiedzi Łatwińskiego biznesmeni "stracili do miasta zaufanie obawiając się przedłożenia interesu politycznego niektórych grup radnych nad spodziewany zysk miasta". Jak informuje Kubicki w tej chwili przedsiębiorcy chcą jeszcze raz zweryfikować zapisy, aby lepiej zabezpieczyć własne interesy. Powodem mają być ich obawy o to, że w projekcie porozumienia chroniony jest przede wszystkim interes miasta, chociaż ryzyko finansowe całości przedsięwzięcia spoczywa na nich.

Radny Łatwiński jest zaskoczony. - Obarczanie mnie winą to pomówienie. To prawda, że wiele razy, także publicznie domagałem się informacji na temat planowanego przedsięwzięcia. Obawiam się, że miasto podpisze umowę na warunkach, których nie sposób zagwarantować. Gdyby tak się stało i umowa nie doszłaby do skutku musielibyśmy przedsiębiorcom płacić wysokie odszkodowania. Chciałem temu zapobiec. Insynuacje jednak, że to przeze mnie interes się nie powiedzie uważam za spore nadużycie - komentuje. Jego zdaniem w piśmie Kubicki występuje jako rzecznik przedsiębiorców, a nie miasta.

Prezydent swoje zdanie podtrzymuje. - Negocjacjom zaszkodziło tworzenie aury tajemniczości wokół sprawy - uważa.

O proponowanym przez przedsiębiorców interesie pisaliśmy już wielokrotnie. Transakcją zainteresowała się prokuratura okręgowa. Śledczy chcieli sprawdzić, czy nie narusza ona przepisów prawa karnego lub administracyjnego oraz zweryfikować m.in. to, czy umowa nie będzie działać na szkodę interesu miasta, czy wszystkie dokumenty są rzetelnie przygotowane. Naczelnik wydziału ds. przestępczości gospodarczej dostał już kluczowe dokumenty związane z transakcją. - Na razie jednak nie mamy żadnych wyników tego postępowania - mówi prezydent.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

1 komentarz:

tomcioZG pisze...

Skoro najpierw odmówiono Łatwińskiemu wglądu w dokumenty a później ma się do człowieka jeszcze pretensje, że to on spowodował aurę tajemniczości to czegoś tutaj nie rozumiem. Wg mnie radny powinien mieć wgląd w dokumenty publiczne. Coś tutaj śmierdzi...