22 stycznia 2009

Fiasko przetargów: nie ma chętnych na grunty

Miejskie przetargi na sprzedaż nieruchomości kończą się ostatnio fiaskiem. Urzędnicy zielonogórskiego magistratu zastanawiają się teraz, co dalej - obniżyć ceny czy czekać na koniec zapaści gospodarczej.


Kryzys gospodarczy zapukał do drzwi zielonogórskiego magistratu. W ostatnim kwartale ub. roku Urząd Miasta wystawił na przetarg 21 nieruchomości. Szybko okazało się, że miasto ma poważny problem z ich zbyciem. Sprzedało się zaledwie siedem działek. W większości przypadków nikt nawet nie wpłacił wadium w przetargu. Na dodatek część nieruchomości w ofercie sprzedaży pojawiła się po raz drugi. Gdy nie było na nie chętnych, magistrat zdecydował się obniżyć ceny. I tak działka o powierzchni 2 tys. m kw. przy ul. Pszennej najpierw nie sprzedała się za 250 tys. zł, a potem za 220 tys. zł. Na obniżce skorzystał jedynie nowy właściciel gruntu przy ul. Złotej, który zamiast za 80 tys. zł, kupił teren za 45 tys. zł. Kupców znalazły również niewielkie obszary przy ul. Domeyki i Dolinie Luizy.

Gdyby udało się zrealizować wszystkie transakcje, wpływy do budżetu miasta byłyby znaczące. Na 4,5 mln zł wyceniona była dwuhektarowa działka przy ul. Kostrzyńskiej, a 1,5 mln zł miał kosztować grunt przy Trasie Północnej. Aż 12,4 mln zł miasto mogło dostać za 5 ha przy ul. Łukasiewicza, a 14 mln zł za ziemię przy ul. Dąbrowskiego. - Teren przy Trasie Północnej miał być przeznaczony pod budowę salonu samochodowego. Jeszcze pół roku temu dopytywało się o tę działkę trzech dilerów aut. Każdy był gotowy zapłacić proponowaną kwotę. Kiedy wystawiliśmy ziemię na sprzedaż, akurat zaczynał się kryzys gospodarczy. Branżę motoryzacyjną dotknął on najbardziej. W przetargu nie pojawił się ani jeden chętny - opowiada Zdzisław Szczepański, naczelnik wydziału geodezji i gospodarowania mieniem.

Urzędnicy rozważali dwie możliwości. Mogli obniżyć cenę nawet o połowę i wystawić działki pod młotek jeszcze raz albo zaczekać, aż sytuacja na rynku się ustabilizuje i sprzedać za pierwotną cenę. Zgodnie z prawem władze miasta mogą zejść z ceny nieruchomości nawet o 60 proc. - Prezydent w końcu zdecydował, że część działek pojawi się w ofercie ponownie, ale cenę obniżymy nieznacznie, o ok. 10 proc. - tłumaczy naczelnik.

Wiadomo już, że działka pod salon samochodowy będzie miała nową cenę wywoławczą, niższą o 200 tys. zł. Przetarg zostanie ogłoszony 25 lutego. Urzędnicy są przekonani, że grunty w dobrych lokalizacjach na pewno znajdą nabywców. Nie chcą jednak za wszelką cenę sprzedawać wszystkiego taniej. - W niektórych przypadkach wstrzymamy się ze sprzedażą. Poczekamy, aż minie kryzys w nieruchomościach, i wtedy poszukamy kupców - zapowiada Janusz Kubicki, prezydent miasta.

Okazuje się jednak, że problem ze sprzedażą gruntów może dotkliwie odbić się na miejskim budżecie. W ub. roku z tego tytułu do kasy miasta wpłynęło 20 mln zł. W tym roku urzędnicy zdecydowali, że po stronie dochodów wpiszą wyższą kwotę, aż 30 mln zł. - W rękach miasta są już ostatnie nieruchomości, które chcemy sprzedać. Gotowa jest lista tych, które wkrótce będą wystawione w przetargu - mówi Szczepański.

Nowymi gruntami mogą być zainteresowani przede wszystkim deweloperzy. Do kupienia będzie 6 ha po byłej giełdzie przy ul. Poznańskiej na Chynowie (cena wywoławcza 6 mln zł), działka przy Szosie Kisielińskiej (4,7 mln zł), teren przy pl. Matejki (2,5 mln zł), czy teren na rogu ul. Moniuszki i Długiej (1,5 mln zł).

Podobna sytuacja z miejskimi nieruchomościami jest w Gorzowie. Miejscy radni uchwalili, że ze sprzedaży gruntów wpłynie aż 57 mln zł, mimo że już w ub. roku brakowało zainteresowania inwestorów. - Będziemy się starali wykonać plan, choć to będzie trudne. Naszą wielką nadzieją są zawsze nabywcy indywidualni - mówi Barbara Napiórkowska, naczelniczka gorzowskiego wydziału gospodarki nieruchomościami. Ostatnio na 15 działek ani jedna nie znalazła nabywcy. - Na koniec stycznia przygotowaliśmy przetarg na kolejnych kilkanaście działek. Potwierdzi się wtedy, czy faktycznie ten brak zainteresowania jest trwały - komentuje naczelnik.

Mirosława Dulat
Źródło:gazeta.pl

Brak komentarzy: