08 stycznia 2009

Jak z kina Nysa zrobić miejski teatr

Jest plan, aby w kinie Nysa powstała sala widowiskowa, z której mogliby korzystać zarówno artyści z Lubuskiego Teatru, jak i Zagłębia Kabaretowego

Odkąd na kinowej mapie Zielonej Góry pojawiło się Cinema City, pozostałym kinom nie wiedzie się zbyt dobrze.

Zamknięto Wenus, a sale w Nysie i Newie świecą pustkami. Na niektóre seanse do Nysy przychodzą dwie osoby, a na ambitne filmy nie ma w ogóle chętnych. Żeby ściągnąć widzów, Irena Konratowicz, dyrektor Nysy, gra repertuar inny niż w multipleksie, albo wybiera te same premiery, w nadziei, że jeżeli w Cinema City zabraknie miejsc, widzowie przyjdą do jej kina. Jeżeli frekwencja się nie poprawi, Konratowicz obawia się najgorszego, czyli zamknięcia Nysy. Co wtedy stałoby się z salą?

Chętnych, żeby ją przejąć, jest sporo. Jeden z pomysłów przedstawił dyrektor zielonogórskiej sceny Robert Czechowski. - To jest kapitalnie usytuowane miejsce, praktycznie naprzeciwko teatru. Do tego z dużą salą. Można by tam z powodzeniem reaktywować scenę i zrobić teatr, który będzie tylko dla dzieci. Byłby to też powrót do dawnego podziału, na scenę dramatyczną, na której znalazłby się głównie repertuar dla starszych widzów, i na scenę bajkową, gdzie wystawialibyśmy przedstawienia dla najmłodszych. Jest to moja idea i moje marzenie - mówi Czechowski. Swój projekt już przed rokiem dyrektor Teatru Lubuskiego przedstawił ówczesnemu wicemarszałkowi Stanisławowi Tomczyszynowi. Uzgodnili wówczas, że Urząd Marszałkowski będzie się starał kino przejąć i przekaże ją teatrowi. Niestety, rozmowy utknęły, bowiem dyrektor Odra-film nie zgodził się oddać Nysy. - Wtedy nie chcieli sprzedać kina, w planach mieli za to jego remont. A szkoda, bo pomysł naprawdę mi się podobał, a gdyby doszło do przejęcia, można by to zrobić za przysłowiową złotówkę, bo byłaby tylko kwestia dogadania się między marszałkami województwa lubuskiego i dolnośląskiego - opowiada Tomczyszyn i dodaje, że budynek mogłoby także kupić miasto.

Pomysł stworzenia teatru dla najmłodszych spodobał się wiceprezydent Zielonej Góry Wiolecie Haręźlak. Pani prezydent nie ukrywa, że wszystko należałoby najpierw przeanalizować od strony finansowej, czyli wybadać, ile budynek by kosztował oraz ile trzeba by wydać na przystosowanie go do potrzeb teatru, a także na ewentualne remonty.


O Nysie od jakiegoś czasu myślą także kabareciarze, którzy wciąż czekają na swoje miejsce w Zielonej Górze. Od lat artyści, którzy są wizytówką naszego miasta, gnieżdżą się w studenckim klubie Gęba. - To byłoby idealne rozwiązanie, gdyby stworzyć tam scenę. Oczywiście nie musiałaby być całkowicie kabaretowa, bo wtedy można byłoby ją także wykorzystać do innych imprez. Nowe miejsce jest nam potrzebne i wydaje mi się, że już najwyższy czas, żeby miasto pomyślało o tym - mówi Janusz Rewers, dyrektor Zielonogórskiego Zagłębia Kabaretowego.

Na współpracę z satyrykami otwarty jest także dyrektor Czechowski. - Stworzenie w tym miejscu wspólnej sceny z Zielonogórskim Zagłębiem Kabaretowym to dobry pomysł. W końcu kabaretem Zielona Góra stoi, a my artyści powinniśmy się wspierać - przekonuje dyrektor teatru.

Wszelkie spekulacje na temat kina ucina Andrzej Białas, dyrektor Odra-film. - Nie planujemy sprzedać Nysy - mówi krótko. Zamiast tego jest szansa, że kino zostanie wyremontowane i dostanie projektory cyfrowe. Białas nie zdradza, ile wydaje na utrzymanie Nysy oraz ile kosztowałoby jej kupno. Nie zaprzecza natomiast, że kino przynosi straty i ciężko mu rywalizować z multipleksami. - Nie wiadomo, co przyniesie przyszłość - dodaje dyrektor Odra-film.

Patryk Świtek
Źródło:gazeta.pl

Brak komentarzy: