08 stycznia 2009

Wyciąg na Tatrzańskiej. Misja niemożliwa?

Na Górce Tatrzańskiej MOSiR uruchamia wyciąg orczykowy. Szkoda tylko, że jest za mało śniegu i narciarze tam nie poszusują. Chyba że zamontujemy sztuczną nawierzchnię. Wtedy można byłoby jeździć na nartach cały rok

We wtorek przed południem na wzgórzach za zielonogórskim amfiteatrem nie było nikogo oprócz pana Jana, który wybrał się na zimowy spacer. - Mam trójkę wnuków. Po szkole szaleją tutaj na sankach. Odkąd spadł śnieg, Górka Tatrzańska zapełniła się miłośnikami zimowych sportów. Szkoda tylko, że nie ma wyciągu. Narciarzom byłoby wygodniej - skarży się pan Jan.

Robert Jagiełowicz, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji pomyślał akurat o tym samym. Już po południu na Górce Tatrzańskiej pojawiła się ekipa, która zaczęła montowanie orczyków. Pracownicy MOSiR dziś mają skończyć zakładanie wyciągu. Nie oznacza to jednak, że kolejka od razu ruszy. - Musi do nas przyjechać jeszcze specjalista z odpowiednimi uprawnieniami, który odbierze robotę i zezwoli na uruchomienie wyciągu - mówi Jagiełowicz. Przy zakładaniu wyciągu nie obeszło się jednak bez problemów, bo okazało się, że zamarzł dźwig, który miał zamontować orczyki na słupach.

Niestety, założenie wyciągu nie oznacza jeszcze, że zielonogórscy narciarze i snowboardziści pojeżdżą w najbliższym czasie na śniegu. Dlaczego? Po pierwsze według Jagiełowicza na górce ciągle jeszcze jest za mało śniegu, żeby zjeżdżać. Tor narciarski jest zniszczony przez sanki. W wielu miejscach na górce przebijają grudy zmarzniętej ziemi. - Przecież w takich warunkach na nartach można by się zabić. Jeśli śnieg nie popada w ciągu najbliższych dni, nasze starania pójdą na marne - tłumaczy Jagiełowicz. Jest jeszcze inne ryzyko: że śnieg zamiast napadać, stopnieje.

-Nie montowaliśmy wyciągu wcześniej, bo przecież prognozy nie zawsze w stu procentach się sprawdzają. Nie byliśmy pewni, czy rzeczywiście będziemy mieć biały początek nowego roku - wyjaśnia dyrektor. Wyciąg orczykowy przeleżał w magazynie MOSiR dwa lata. W ub.r. urządzenie nie zostało zamontowane, bo spadło wówczas jeszcze mniej śniegu niż teraz.

Montaż wyciągu nie jest tani. Za samo wypożyczenie dźwigu trzeba zapłacić 2 tys. zł. Do tego należy doliczyć 1,5 tys. zł za transport z ul. Urszuli na Wzgórza Piastowskie. - Łącznie z konserwacją wyciągu i opłatami za uruchomienie wydamy ok. 8-10 tys. zł - wylicza Jagiełowicz. MOSiR ma od lat taki sam cennik za korzystanie z orczyka. Pojedynczy wjazd kosztuje 1 zł. Można kupić również karnet na 10 zjazdów za 10 zł. Dzieci za taki karnet zapłacą 5 zł, a studenci i emeryci 7 zł.

Jest jednak szansa, że wielbiciele nart nie będą koniecznie musieli wyjeżdżać z Zielonej Góry, żeby przetestować swój sprzęt. Szef MOSiR zaczął wreszcie zastanawiać się na tym, co zrobić, żeby Górka Tatrzańska mogła być czynna przez cały rok. W przyszłym tygodniu ma się spotkać z przedstawicielem firmy, która zajmuje się robieniem sztucznych nawierzchni. Jagiełowicz na razie nie chce mówić o kosztach ewentualnej inwestycji. - Nie chcę rzucać kwotami z kapelusza. Poproszę firmę o przygotowanie koncepcji i wycenę. Górka Tatrzańska ma stok o długości 175 m. Różnica poziomów wynosi 30 m.

Stok ze sztuczną nawierzchnią jest m.in. w Poznaniu. Tamtejsza Malta Ski jest wykorzystywana przez cały rok. Latem atrakcją jest nie tylko zjeżdżanie na nartach, ale również np. na dmuchanych kołach. Kiedy tylko temperatura spada poniżej zera, można się ślizgać po śniegu. Malta Ski ma system sztucznego naśnieżania.

Mirosława Dulat
Źródło:gazeta.pl

Brak komentarzy: