17 marca 2009

Kręte ścieżki zielonogórskich rowerzystów

Po ponad roku zastoju w budowaniu ścieżek rowerowych w Zielonej Górze magistrat znów bierze się do pracy. - I znów chce wyrzucić pieniądze w błoto. Źle projektują, nie słuchają naszych rad - komentują cykliści

Prezydent Zielonej Góry i jego ekipa w 2008 r. nie zbudowali nawet metra nowych tras dla rowerzystów. "Urlop" antyrowerowy tłumaczono pracą umysłową. W magistracie powstawała koncepcja rozbudowy ścieżek. Przez kilka miesięcy urzędnicy spotykali się z architektami, planistami i samymi rowerzystami. Najpierw powstała inwentaryzacja istniejących tras, bo cyklistom zależało, by usunąć usterki ze starych ścieżek. Następnym etapem było planowanie nowych szlaków. W końcu koncepcja jest. Kosztowała prawie 200 tys. zł.

Zielona Strzała za rok

W tym roku ma powstać m.in. trasa od hipermarketu Auchan do granic miasta w kierunku os. Czarkowo oraz ścieżka przy połączeniu ul. Wyszyńskiego z Botaniczną. Na przyszły rok urzędnicy natomiast zaplanowali budowę tzw. Zielonej Strzały - trasy na linii dawnych torów kolejowych od Jędrzychowa do al. Wojska Polskiego. Rowerzyści jednak już teraz obawiają się, że miasto znów wyrzuci pieniądze w błoto. Robert Górski, cyklista z Zielonej Góry, który uczestniczył w opracowywaniu koncepcji, wylicza błędów, jakie magistrat może popełnić. - W planach jest budowa trasy wzdłuż ul. Batorego za rondem. Urzędnicy znów chcą położyć tam polbruk zamiast asfaltu. Wcześniej słyszałem zapewnienia, że kostki już na nowych ścieżkach nie będzie. Zatem nie rozumiem decyzji urzędu - mówi Górski. Dwa lata temu powstała w Zielonej Górze ścieżka, która według cyklistów powinna być wzorem do naśladowania. Chodzi o trasę wzdłuż ul. Łużyckiej. Tam zamiast kostki pojawił się czerwony asfalt. Droga jest idealnie równa, więc znacznie bezpieczniejsza.
Zielonogórzanin uważa również, że urzędnicy powinni zaplanować ścieżki wokół rond Batorego i Rady Europy. - W przeciwnym wypadku, gdy popedałujemy z Czarkowa do Zielonej Góry, będziemy po prostu wjeżdżać na przejścia dla pieszych lub krążyć przez rondo razem z samochodami. Gdybyśmy mieli tam ścieżkę, kierowcy bardziej by na nas uważali - przekonuje Górski. Kolejnym grzechem według niego jest brak przejazdu przy ul. Sienkiewicza, łączącego ścieżki przy ul. Kraszewskiego z biegnącym szlakiem obok starej linii kolejowej. Rowerzyście nie podobają się także plany nowych ścieżek przy ul. Sulechowskiej. Przede wszystkim brakuje tu przejazdów rowerowych na całej długości trasy. - To spowoduje, że rowerzyści będą łamać przepisy. Będą po prostu przejeżdżać przez przejścia dla pieszych - tłumaczy Robert.

Polbruk tańszy

Co na to magistrat? - To oczywiste, że po asfaltowych ścieżkach jeździ się wygodniej. Wszystko jednak zależy od pieniędzy. Remont całego odcinka drogi od ronda Batorego do granic miasta ma kosztować 6,5 mln zł. Wystąpiliśmy do Ministerstwa Infrastruktury o dotację. Jeśli ją dostaniemy, być może ścieżki będą asfaltowe - mówi wiceprezydent miasta Krzysztof Kaliszuk. Wylicza, że metr kwadratowy drogi rowerowej z polbruku kosztuje ok. 80 zł. Z kolei za taką samą powierzchnię czerwonego asfaltu trzeba zapłacić ok. 130 zł. Naprawa asfaltowej nawierzchni również jest dużo droższa. - Ewentualnie pomyślimy o czarnym asfalcie. Ten jest trochę tańszy - mówi Paweł Urbański, naczelnik wydziału inwestycji miejskich.

Kaliszuk twierdzi, że miasto nie może się zgodzić na przejazdy rowerowe przy rondach i przy ul. Sienkiewicza. - Nie godzi się policja i Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Kierowcy rozpędzeni do 70 km na godz. nie mieliby szansy wyhamować przed rowerem. Niestety, w Polsce rowerzysta nie jest uprzywilejowanym uczestnikiem ruchu, tylko ma takie same prawa i obowiązki co kierowcy - wyjaśnia wiceprezydent. Dodaje, że koncepcja, która powstała w ub. roku, wcale nie zakłada ciągu przejazdu na zielonogórskich rondach. - Nie możemy stawiać rowerzystów przed wyborem: zsiąść z roweru i przejść przez pasy, czy przejechać i zginąć pod kołami tira - mówi.

Mirosława Dulat
Źródło:gazeta.pl

Brak komentarzy: