10 marca 2009

Na zielonogórskich osiedlach robi się bardzo ciasno

Przyczyna? Konflikt interesów. Mieszkańcy chcą jak największej przestrzeni, deweloperzy - jak najliczniejszej sprzedaży lokali. - A czy tu przypadkiem nie chodzi tylko o kasę? - wątpią zielonogórzanie.

Mieszkańcy Czarkowa sprzeciwiają się budowie kolejnego bloku, który ich zdaniem mocno skomplikuje życie. Lokatorzy oskarżyli inwestora o to, że kosztem ich wygody, dba tylko o własną kieszeń. - Będziemy sobie wzajemnie zaglądać do okien.
Deweloper nas oszukał. Przy podpisywaniu umowy zapewniał, że postawi, owszem, ale dwuklatkowiec. Tymczasem już rośnie budynek na pewno dużo większy.

Nie tylko Czarkowo

Okazało się, że problem uciążliwie gęstej zabudowy dotyczy nie tylko Łężycy. Padały przykłady m.in. os. Zacisze, Milenijnego, Zastalowskiego. Sporo osób potwierdziło złą sytuację na Czarkowie. Ludzie wysnuwają jeden wniosek - deweloperzy "lecą” na kasę i mają gdzieś innych lokatorów. Czy tak jest naprawdę?

Z tą opinią nie zgadza się prezes Przedsiębiorstwa Budownictwa Ogólnego. To firma, która buduje bloki na Czarkowie. - My jesteśmy od tego, żeby powstawały nowe mieszkania. Najważniejsze, że zachowujemy wszystkie parametry i pozostajemy w zgodzie z prawem - podkreśla Stanisław Jęch.

Fakt faktem, Jęch dodaje, że na większości zielonogórskich osiedli zabudowa rzeczywiście jest gęsta. W kuluarowych rozmowach sami prezesi spółdzielni i specjaliści od budownictwa podkreślają, że co prawda przepisy są zachowane, ale gdzieniegdzie projektanci i inwestorzy balansują na krawędzi. Najczęściej padają przykłady wymienionych osiedli. Wiceprezes os. Zacisze mówi, że "u niego” można się doczepić jedynie do drobnostek.
- Ostatni blok oddaliśmy w listopadzie. To oznacza koniec zabudowy kubaturowej. W pojedynczych przypadkach być może coś, gdzieś komuś zasłania, ale sytuacja nie przedstawia się najgorzej - ocenia Andrzej Nyćkowiak.

Potrzebny kompromis

Skąd w takim razie biorą się negatywne opinie zielonogórzan? Przyczyna jest prosta - konflikt interesów. Lokatorzy marzą o jak największych przestrzeniach, deweloperzy - możliwie najliczniejszej sprzedaży lokali. Nyćkowiak widzi rozwiązanie.

- Trzeba znaleźć kompromis między gęstością zabudowy, a ekonomicznym wykorzystaniu gruntu. Nie ma co ukrywać, każdy metr, to dla inwestora zarobek. Ważne, żeby nie przekroczyć granicy. I to jest także zadanie dla projektantów - podkreśla.

Jako dobry przykład Nyćkowiak wymienia m.in. os. KTBS przy ul. Zamoyskiego i Anny Jagiellonki, a także os. Leśne.

Artur Matyszczyk
Źródło:gazetalubuska.pl

Brak komentarzy: