30 czerwca 2009

Inwestycje w mieście: Złoty Dom na wiosnę

To najdłużej wyczekiwana przez zielonogórzan inwestycja. Po wielu latach Złoty Dom stanął wreszcie w miejscu dawnego sklepu Dom Dziecka. Galeria ma być otwarta wiosną przyszłego roku

Dziennikarze "Gazety" jako pierwsi mieli szansę zobaczyć wnętrze Złotego Domu. Od strony deptaka mieszkańcy Zielonej Góry mogą podziwiać na razie jedynie frontową ścianę gmachu. Budynek ma cztery piętra. Ze starówki widać już kształty podobne do okolicznych kamienic i charakterystyczne półokrągłe okna. A jak wygląda w środku? Na razie poszczególne kondygnacje tworzą jedną przestrzeń. Na środku każdego piętra widać ogromną dziurę - w tym miejscu będą zamontowane schody ruchome. Klatka schodowa i przeszklona winda będą po lewej stronie od wejścia.

Atrakcje: złota uliczka i obrotowa kopuła

Wiadomo już, że piwnica zostanie zaadaptowana na dyskotekę i puby. W wielu miejscach inwestorzy pozostawili mury zabytkowych piwnic z XIV w., które zostały tu odkryte podczas prac budowlanych. Parter i trzy kolejne piętra mają być przeznaczone na handel i usługi. - Trwają jeszcze rozmowy z potencjalnymi nabywcami. Szczegółów na razie nie możemy zdradzić - mówi Jerzy Błoszko, dyrektor generalny inwestycji. Jak dowiedziała się "Gazeta", negocjacje są prowadzone m.in. z siecią gastronomiczną KFC. Czwarte piętro mają zająć właśnie restauracje i kawiarnie.

Największą atrakcją Złotego Domu ma być szklana kopuła na szczycie budynku. Ten nietypowy taras widokowy będzie mieć średnicę 15 m i będzie wysoki na 6 m. Znajdzie się w nim specjalna platforma obrotowa, a na niej - kawiarniane stoliki. - Goście nie będą mieli dylematu, przy którym stoliku usiąść, bo z każdego będą mieć taki sam widok na miasto. Kopuła będzie się obracać ze stałą prędkością. Będzie dostępna również dla osób niepełnosprawnych - zdradza Błoszko. Powierzchnia użytkowa w całym Złotym Domu to ponad 8,5 tys. m kw.

Niespodzianką będzie również łącznik, który ma być umieszczony na pierwszym piętrze. Przez łącznik będzie się można przedostać do sąsiedniego budynku po dawnej drukarni przy pl. Pocztowym. Właścicielem gmachu jest Rifat Altin, prezes spółki Park Plaza. Tu również będą sklepy, puby i restauracje. Dwa najwyższe piętra budynku zajmie hotel. Między dwoma budynkami ma powstać wyjątkowa "Złota Uliczka". Inwestorzy zaplanowali, że wąski przesmyk między kamienicami zagospodarują na wzór słynnej uliczki w Pradze.

Mankamentem inwestycji jest na pewno brak odrębnego parkingu. Na stronie internetowej i w folderach reklamowych można znaleźć informację, że w odległości 50-250 m od Złotego Domu jest dostępnych ponad 500 miejsc parkingowych. Chodzi o miejskie, najczęściej położone w strefie płatnego parkowania. Kiedy możemy się spodziewać wielkiego otwarcia Złotego Domu. Prawdopodobnie budowa i wykończenie budynku zakończy się jeszcze w tym roku. Zatem jest szansa na to, że galeria zostanie otwarta na początku 2010 r. Koszt całego zadania to 35 mln zł.

Krótka historia inwestycji

Miejsce, gdzie stanął Złoty Dom, ma bogatą historię. W latach 80. stał tu sklep Dom Dziecka. W 1993 r. miasto podpisało umowę z firmą Dema, która wzięła grunt w użytkowanie wieczyste. Miało tu stanąć nowoczesne centrum handlowe. Przez dwa lata jednak nic się nie pojawiło. Ziemia miała wrócić w ręce miasta, jednak trafiała do kolejnych spółek. Za budowę wzięła się dopiero firma CN Tower Plaza, która zaplanowała budowę Złotego Domu za 15 mln zł. Miasto domagało się jednak zwrotu ziemi. Sprawę wygrało w 2005 r. w Sądzie Najwyższym. Pozostał jednak jeszcze spór o poniesione przez inwestora nakłady. We wrześniu 2005 r. miejscy radni zgodzili się na wydzierżawienie terenu. Jednak Bożena Ronowicz, ówczesna prezydent, chciała wystawić teren na przetarg. Sprawa zakończyła się dopiero, kiedy władzę w mieście objął Janusz Kubicki. Postawił on Bernardowi Imańskiemu, prezesowi spółki, warunki dotyczące zabudowy. Jeśli budynek zostanie skończony, CN Tower Plaza będzie mogła kupić grunt bez przetargu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Do Focusa pojedziemy schetynówką

Od poniedziałku zielonogórscy kierowcy wreszcie mogą jeździć ul. Sienkiewicza w obie strony. Remont skończył się dwa miesiące przed terminem. Magistrat zapowiada też modernizację ul. Strzeleckiej i Fabrycznej

Jeszcze kilka miesięcy temu kierowcy mogli bez ograniczeń narzekać na stan nawierzchni ul. Sienkiewicza. Trasa była pełna dziur. Asfalt po zimie był już w fatalnym stanie. Ruch na ulicy znacznie się zwiększył, kiedy jesienią otwarty został Focus Mall. Zielone światło pojawiło się, kiedy rząd ogłosił narodowy program przebudowy dróg lokalnych. Zielona Góra załapała się na pieniądze na tzw. schetynówki. Już na początku roku magistrat ogłosił przetarg na przebudowę drogi. Wygrała firma San-Bud, która zrobiła remont za 2,5 mln zł.

Oprócz wymiany jezdni, prace obejmowały również naprawę chodników. Wyremontowane zostały przyłącza do budynków. Wzdłuż ulicy pojawiło się nowe oświetlenie, instalacja deszczowa, sygnalizacja świetlna i zatoczki autobusowe.

San-Bud uporał się z remontem znacznie szybciej, niż przewidywała to umowa. Modernizacja zakończyła się dwa miesiące przed planowanym terminem. Robotnikom zostały już tylko do wymalowania pasy i strzałki na asfalcie przy skrzyżowaniu z ul. Strzelecką. Już wczoraj po południu ruch ul. Sienkiewicza mógł się wreszcie odbywać w obu kierunkach (podczas remontu można było jeździć ulicą tylko w jedną stronę).

Ciągle pod znakiem zapytania stoi budowa ronda, które prywatny inwestor chciał wybudować w okolicy fabryki mebli Zefam. - Inwestor wystąpił z chęcią budowy ronda. Na razie sprawa nie została rozstrzygnięta - mówi Paweł Urbański, naczelnik wydziału inwestycji miejskich.

Miasto zapowiada, że jeszcze w tym roku zostaną wyremontowane jeszcze ul. Strzelecka i Fabryczna. Skąd pieniądze? Władze Zielonej Góry przewidywały, że remont ul. Sienkiewicza będzie kosztował o milion złotych więcej. Po rozstrzygnięciu przetargu tę kwotę udało się zaoszczędzić.

W całym województwie wyremontowanych zostanie 68 dróg gminnych i powiatowych. Zielonogórska schetynówka nie jest pierwszą, która została oddana do użytku. Wcześniej zakończył się remont drogi między Mironicami a Kłodawą i drogi między Czechowem a Santokiem (obie w powiecie gorzowskim). - Rząd przewiduje jeszcze dwie edycje programu przebudowy dróg. Nabór wniosków na kolejną edycję rozpocznie się w sierpniu - mówi Bożena Jankowska, koordynator programu w Urzędzie Wojewódzkim.

Całkowita długość dróg w województwie, którym została przyznana rządowa dotacja, to ponad 110 km. Dofinansowanie do wszystkich inwestycji to ponad 62 mln zł. Remontowane będą jeszcze drogi m.in. w Sławie, Siedlisku, Nowym Miasteczku, Gorzowie i Strzelcach Krajeńskich.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

29 czerwca 2009

Dolina przyszłości, czyli futurologia na granicy

Na granicy polsko-niemieckiej ma powstać Dolina przyszłości, nastawiona na maksymalne wykorzystanie ekologicznej energii. Brandenburgia Lubuskie mają być wzorem dla całej Europy. Kiedy? Za 20 lat

Dolina przyszłości, czyli Future Valley to idea, która narodziła się w głowach niemieckich specjalistów od zrównoważonego rozwoju: byłego premiera Brandenburgii Lothara de Maiziere oraz Dietera Flämiga, wiceprzewodniczącego Zarządu Naczelnego Zrzeszenia ds. Odbudowy Infrastruktury w Niemczech Wschodnich (INFRANEU). Marcin Jabłoński, lubuski marszałek na inauguracyjnym spotkaniu w Berlinie w ub. tygodniu zgłosił udział województwa w przedsięwzięciu.

Dla Lothara de Maiziere utworzenie obszaru nastawionego na wykorzystanie i tworzenie energii odnawialnej ma nie tylko wymiar ekologiczny, ale i finansowy. - Punkt ciężkości globalnej działalności gospodarczej przesuwa się coraz bardziej w kierunku zrównoważonej infrastruktury i nowych technologii ekologicznych. To one otwierają kluczowe perspektywy w tworzeniu nowych miejsc pracy. Obecnie rejon Odry należy do słabiej rozwiniętych terenów gospodarczych w Europie Środkowej. Chcemy to zmienić - przekonuje de Maiziere.

Region byłby obszarem o atrakcyjnej lokalizacji dla inwestorów zagranicznych oraz innowatorów rozpoczynających działalność w dziedzinie nowych źródeł energii. Tutaj realizowano by projekty badawczo-rozwojowe. Polsko-niemieckie pogranicze stałoby się miejscem, gdzie powstają pionierskie technologie. - Podobne inicjatywy powstały lub powstają pod Ankarą w Turcji, pod Szanghajem w Chinach, a także w Algierii i Maroku. Europa nie może być do tyłu w najistotniejszych dla naszego rozwoju sprawach, dlatego utworzenie takiego regionu to absolutna konieczność - uważa Dieter Flämig.

W realizację idei Dolina Przyszłości od początku włączył się Marek Prawda, ambasador Polski w Berlinie. - Future Valley to znak, że przestaliśmy już dyskutować o 20-leciu upadku muru berlińskiego. Nie jesteśmy stowarzyszeniem nostalgii. Tworzymy coś zupełnie nowego - mówił na spotkaniu w Berlinie.

Projekt zakłada współpracę Zielonej Góry, Gorzowa Wlkp., Eisenhüttenstadt, Frankfurtu nad Odrą i Cottbus. Miastem, w którym już teraz myśl ekologiczna wcielana jest w życie, jest Frankfurt nad Odrą. Burmistrz Martin Patzelt w samochodach służbowych wszystkich swoich pracowników założył instalacje gazowe, podobnie w autobusach miejskich. - Zakłady miejskie we Frankfurcie korzystają z kolektorów energii słonecznej. Dzięki dotacjom unijnym udało nam się zbudować całe osiedle mieszkaniowe, na którym mieszkańcy nie płacą za energię ani centa, bo czerpią ją ze słońca i z ziemi - opowiada Patzelt.

Prof. Tadeusz Kuczyński, prorektor ds. nauki i współpracy z zagranicą UZ jest "umiarkowanym optymistą". - Brakuje mi punku zaczepienia. Od czegoś przecież musimy zacząć. My zaproponowaliśmy wykorzystanie istniejącej lub powstającej infrastruktury. Pokazaliśmy, że u nas to już się dzieje - mówi.

Podczas spotkania prezentował powstający w Nowym Kisielinie Park Naukowo- Technologiczny, a dokładnie Lubuskie Centrum Zrównoważonego Budownictwa i Energii. - Bardzo podobna inwestycja powstaje po drugiej stronie granicy, w Cottbus. Dwie bliźniacze instytucje byłyby centrami badawczymi projektu - proponuje Kuczyński. Według niego nowe technologie przeciwdziałające globalnemu ociepleniu można by testować również w planowanej kopalni w Gubinie. - O węglu mówi się, że jest to brudna energia, ale pamiętajmy, że Unia Europejska ma przeznaczyć 1 mld euro, by to zmienić - dodaje.

Na wrzesień obie strony mają sporządzić analizę możliwości pozyskania dofinansowania do projektu. Jesienią ma zostać również określony skład międzynarodowej grupy, której będzie opracowywać kolejne kroki działania.

Województwo lubuskie będzie pierwszym regionem Polski, który będzie realizować ten projekt wspólnie z Brandenburgią. Z czasem do tworzenia "Doliny Przyszłości" mają się włączyć inne województwa przygraniczne. Realizacja przedsięwzięcia ma się zakończyć około 2030 r.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

23 czerwca 2009

Estetyka Miasta: Dlaczego w mieście potrzebujemy fontann

W Zielonej Górze fontann mamy jak na lekarstwo. Te, które istnieją, są bez pomysłu i niemal niezauważalne

- Fontanna jest jednym z elementów architektury, bez którego żadne miasto nie może się obyć - uważa Agnieszka Mróz, urbanistka z Zielonogórskiego Towarzystwa Upiększania Miasta.

- Po pierwsze spełnia funkcję estetyczną, ale nie tylko. Woda w mieście to także element natury. Wodotryski spełniają również funkcję zdrowotną. Wielu mieszkańców to alergicy, astmatycy, którym źle się żyje w suchym środowisku. Fontanny dają oddech. Dla dzieci z kolei fontanna to rozrywka - przypomina.

W Zielonej Górze fontanny są zaledwie cztery. Najwięcej na deptaku przy al. Niepodległości. Latem umilają nam czas trzy małe źródełka i duża fontanna przy pl. Bohaterów, wybudowana cztery lata temu. Fontanny nie ma przy dużym pl. Słowiańskim i przed filharmonią.

- Ludzie już w starożytności mieli świadomość, że woda tworzy świat i daje życie organizmom, a przecież miasto to także organizm, który potrzebuje wody. W Zielonej Górze nie mamy jezior ani rzek, dlatego ludzie tutaj tak bardzo ciągną do wody - podkreśla Adrian Nejman, jeden z członków ZTUM. - O ile jednak w ciepłe dni fontanny urozmaicają zielonogórski krajobraz, to przez dużą część roku, kiedy nie tryskają, nie cieszą oka. Miastu brakuje oryginalnych, ciekawych fontann - dodaje.

Najnowszą zielonogórską fontanną poza ulicami, funkcjonującą od września ub.r., jest wodotrysk w kształcie drzewa przed galerią Focus. W ub. roku zaczęła też działać fontanna w galerii Tesco przy ul. Energetyków. W ostatnim czasie powstały również trzy nowe fontanny w przebudowanej Palmiarni. Dwie nawiązują do winiarskich tradycji miasta. Trzecia zaś przedstawia krążącą kulę ziemską.

Ze starszych fontann jedyną z funkcjonujących jest ta obok ZUS przy ul. Batorego. Innych władzom miasta nie opłacało się naprawiać. I tak mamy w Zielonej Górze kilka szpetnych pozostałości po wodotryskach. - Kamienne i betonowe dziury możemy napotkać przy Szkole Myślenia Twórczego przy ul. Sowińskiego, przy dawnym kasynie przy Chrobrego i za hotelem Ruben na pl. Słowiańskim. Puste betonowe niecki wciąż widać przed biblioteką Norwida, w parku Piastowskim naprzeciw I LO, a także na skwerku za kinem Newa - wymienia Nejman. Tę ostatnią magistrat planuje przywrócić do życia. Kiedy? Nie wiadomo. Podobnie sprawa wygląda z nieczynną fontanną przy Filharmonii Zielonogórskiej. Wypełnioną wodą nieckę miała zastąpić fontanna według projektu studenta UZ Mariusza Szandrowskiego. Miały być to trzy lekko odchylone od osi kule wykonane z granitu, dające wrażenie dynamiki, po nich miała spływać woda. Dodatkowo uświetnić fontannę miało kilkanaście źródełek tryskających w górę i falujące strumienie podświetlone kolorowymi laserami. Mija kolejny rok i wciąż nic nie słychać o planach budowy fontanny. A od kiedy starą fontannę rozebrano i zasypano, na pl. Powstańców Wielkopolskich rosną tylko krzaczki.

Zdaniem Agnieszki Mróz nie musimy wcale stawiać w mieście monumentalnych obiektów. - Mamy mało miejsca na duże, charakterystyczne fontanny. Te, które mogłyby powstać, powinny być tanie i łatwe w utrzymaniu i konserwacji. Nie stać nas na kosztowne realizacje na miarę Wrocławia. Za to powinniśmy stworzyć kilka niewielkich punktów, które pozwolą nam odpocząć nad wodą - komentuje Mróz.

Na razie miasto nie planuje jednak budowy fontann ani radykalnych remontów starych obiektów. Magistrat na razie koncentruje się na konserwacji istniejących wodotrysków. Rocznie na ich utrzymanie z budżetu wydaje ok. 100 tys. zł.

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

16 czerwca 2009

Złote tarasy w PDT

Nikt nie ma odwagi użyć tej nazwy. Trudno podszywać się pod słynne warszawskie Złote Tarasy - wielką galerię handlową w samym środku Warszawy. Jeżeli jednak w Zielonej Górze powstaje Złoty Dom, na którego tyłach ma być Złota Uliczka, to czemu nie… skoro na dachu galerii powstanie kilka kawiarnianych tarasów widokowych.

Po 20 latach zmagań, przerw i gwałtownych zwrotów akcji budowa powoli dobiega końca. - Roboczy termin zakończenia prac to listopad tego roku. Jakiś termin musieliśmy sobie wyznaczyć - mówi Jerzy Błoszko, dyrektor generalny CN-TOWER-PLAZA, spółki budującej galerię. Razem zwiedzamy teren budowy. Pusto. - Teraz wszyscy robotnicy z firmy Imański, którzy budują Złoty Dom stawiają hotel na os. Leśnym. Niedługo tutaj wrócą - zapewnia Błoszko. - W tzw. międzyczasie załatwiamy kredyt i czekamy na zezwolenie na budowę obrotowej kopuły na dachu. I właśnie z powodu dachu ruszamy na budowę. A właściwie widoków.
Zaraz po wejściu okazuje się, jak myląca może być fasada galerii. Idąc deptakiem nie zdajemy sobie sprawy, jak duże pomieszczenia znajdują się wewnątrz budynku. - Obiekt ma 5.700 mkw powierzchni. Do dyspozycji klientów będzie 3.700 mkw powierzchni użytkowej - zachwala Zbigniew Zjawin z biura nieruchomości Faktor, który właśnie rozpoczął sprzedaż powierzchni handlowej. - To będzie największy obiekt handlowy przy deptaku.
Parter i trzy piętra zostaną przeznaczone na handel. W piwnicy znajdą się puby lub dyskoteka, które będą miały niezależne wejścia. Zjawin prowadzi nas w kąt piwnicy. To najcenniejszy fragment budynku. Tutaj znajdują się fragmenty średniowiecznych murów. - Zostaną wkomponowane w wystrój lokalu - zapewnia. - Na pewno będą atrakcją lokalu.

Kopuła będzie się kręcić
Ruszamy na kolejne piętra. W kierunku dachu. Gdy budynek będzie gotowy, do wyboru będziemy mieli dwie windy i ruchome schody. Teraz musimy wspinać się na piechotę. Jesteśmy już na czwartym piętrze. Na 480 mkw. Mieścić się będą restauracje i kawiarnie z własnym tarasem w kierunku pl. Pocztowego na 30 osób. Jednak największą atrakcją jest kopuła nad nami. Zbita z desek…
- To tylko tymczasowa konstrukcja zabezpieczająca budynek - śmieje się Kaszubski. - Gdy będziemy stawiać szklaną kopułę, wszystko zostanie rozebrane.Będzie ona miała 15 m. średnicy i sześć metrów wysokości. Taras dla 40-50 klientów będzie się obracał dookoła.
- W ciągu pół godziny kopuła obróci się dookoła. Goście przy kawie zobaczą całą panoramę Zielonej Góry - zapewnia Piotr Flasza, który będzie kierował galerią. - Jest niesamowita. Żeby to sprawdzić, wychodzimy na dach.

Panorama ponad dachami
Tylko raz byłem na deptaku na takiej wysokości. Kiedy obserwowałem miasto z wieży ratuszowej. Ale tam nie wpuszczają turystów. Teraz mogę ją obserwować z wysokości ratuszowych zegarów. Dopiero z dachu dokładnie widać, że hełm jest krzywo założony. Czy widok z góry na sąsiednie kamienice jest ciekawy? O tym zadecydują goście lokalu. Na pewno w żadnym innym miejscu nie będą mieli takiej możliwości. A może się mylę?
Stajemy na krawędzi dachu od strony pl. Pocztowego. Poniżej, na sąsiednim budynku, w którym kiedyś mieściły się zakłady graficzne, dach podzielony jest na dziwne boksy. - Tam też będzie kawiarnia - tłumaczy Błoszko. - To osobna inwestycja, ale powiązana ze Złotym Domem.
- Można tam przejść? - pytam.- Oczywiście. Budynki mają stanowić jedną całość handlową o powierzchni ponad 8 tys. mkw. Na pierwszym piętrze będzie galeria łącząca obydwa budynki.

Hotel i sklepy
Żeby dostać się do dawnej drukarni, musimy zejść na parter. Klient będzie mógł wejść do Złotego Domu od strony deptaku, wyjść po drugiej stronie na wąską uliczkę. Tu napotka drzwi do drugiego budynku, przez który wyjdzie na pl. Pocztowy.
Oczywiście jeżeli wcześniej nie zatrzyma się w którymś z butików. Uliczkę, łączącą ul. Pod Filarami z Wieżą Głodową, inwestorzy nazwali Złotą Uliczką. - A jak mieliśmy ją nazwać? Jest Złoty Dom to i uliczka będzie Złota - śmieje się Błoszko. - Wszystko tu będzie elegancko wykończone. To nie będzie jakieś zaplecze sklepów, ale perełka.
A co będzie w dawnych zakładach graficznych? - Na dwóch piętrach sklepy, a na dwóch kolejnych piętrach hotel - zdradza Błoszko. Oczywiście na dachu kawiarnia z widokiem na rektorat przy ul. Licealnej. Są też pomysły, żeby piwnice połączyć z sąsiednią Lemoniadą.
Jeżeli te plany zostaną zrealizowane, to czeka nas na deptaku istna rewolucja. W jednym miejscu będzie kilkadziesiąt sklepów i lokale gastronomiczna na kilkaset miejsc. A w najbliższym otoczeniu Złotego Domu i drukarni już teraz jest 15 lokali.

Tomasz Czyżniewski
Źródło:gazetalubuska.pl

12 czerwca 2009

Pod Topolami jak na dworcu kolejowym

W jaki sposób zielonogórski magistrat chce upiększyć miasto? Buduje piękne place zabaw i remontuje rynek Pod Topolami. W planach zagospodarowanie Doliny Gęśnika oraz skwerów przy BWA i przy kinie Newa.

Fot. archiwum UM
Większość placów zabaw w Zielonej Górze pamięta jeszcze lata 80., 90. ubiegłego stulecia. Nie pomaga nawet malowanie i konserwacja starych huśtawek i drabinek, bo wiele wiekowych urządzeń szpeci Zieloną Górę. Jarosław Szczęsny, naczelnik wydziału gospodarki komunalnej i mieszkaniowej zapewnia jednak, że do jesieni z wielu placów zabaw znikną starocie, a w ich miejsce pojawią się nowe. W tegorocznym budżecie na modernizację placów zabaw zapisanych jest 340 tys. zł. - W czterech miejscach planujemy kompleksową wymianę urządzeń zabawowych. Modernizacji doczeka się plac zabaw na os. Pomorskim. Do końca sierpnia ustawione zostaną tam m.in. piramida wspinaczkowa, zjeżdżalnia, wieża z dachem czterospadowym czy ścianka alpinistyczna - wymienia Szczęsny. Do końca lata maluchy będą się mogły bawić na nowych huśtawkach i zjeżdżalniach przy ul. Objazdowej i przy ul. Bohaterów Westerplatte. Rozebrany zostanie stary plac zabaw w parku przy ul. Ogrodowej. Tutaj obok nowych urządzeń zabawowych miasto planuje także dodatkowe nasadzenia i wykonanie nowych alejek.


Na tym właściwie kończą się tegoroczne plany magistratu na zagospodarowanie terenów miejskich. W 2010 r. miasto chce zrealizować inwestycję na rynku Pod Topolami. Szalet miejski stojący w centralnym punkcie zostanie rozebrany. Nowa toaleta, przypominająca dworzec kolejowy będzie miała okrągłą kopułę i zegar, stanie ona po przeciwnej stronie ryneczku. Pod Topolami nie będzie blaszanych budek, ale zadaszone miejsca do sprzedaży kwiatów. Na obu placach pojawią się elementy małej architektury w formie pergoli i ławeczek. Będą też nowe stylizowane lampy, a remontu doczeka się zabytkowy mur ceglany. W centralnej części placu po targowisku miejskim znajdzie się miejsce pod wodopój lub prostą fontannę. Zagospodarowanie rynku ma kosztować ok. 2 mln zł.
Magistrat ma również koncepcje zagospodarowania innych miejskich terenów, m.in. zaniedbanego skwerku przy ul. Kazimierza Wielkiego za kinem Newa. - Według koncepcji zmodernizowane mają tam zostać ciągi komunikacyjne, zlikwidowany zostanie dawny zbiornik wodny i zastąpi go fontanna. Zaprojektowane ma zostać oświetlenie i wstawione nowe ławki. Dysponujemy również koncepcją zagospodarowania skwerku przy galerii BWA oraz Doliny Gęśnika. W tegorocznym budżecie nie przewidziano jednak środków na te inwestycje - tłumaczy naczelnik inwestycji Paweł Urbański.

Na razie, z braku środków na większe kompleksowe zagospodarowanie terenów miejskich, magistrat próbuje upiększać Zieloną Górę małymi krokami. - W maju wzdłuż ul. Elektronowej i przy Mrowisku posadziliśmy ponad 70 drzew - klonów, magnolii i głogów. W tej chwili obsadzamy kwiatami klomby przy pl. Słowiańskim, przy ul. Klementowskich oraz w parkach - Tysiąclecia i Piastowskim. Do końca czerwca letnimi kwiatami zostaną obsadzone gazony na deptaku, a na lampach ulicznych pojawią się donice z kwiatami - opowiada Jarosław Szczęsny. Dlaczego w tym roku ukwiecanie deptaka zaczyna się tak późno? Mamy już czerwiec, a w donicach na deptaku tylko piasek - pytamy urzędnika. - Zazwyczaj firmę, która zajmuje się zielenią, wyłaniamy już w styczniu. W tym roku ze względu na likwidację przedsiębiorstwa, które dotychczas zajmowało się zielenią, musieliśmy rozpisać nowy przetarg. Dlatego cała procedura rozciągnęła się w czasie - wyjaśnia naczelnik Szczęsny. W tym roku ukwieceniem deptaku zajmie się firma Solo, na ten cel miasto przeznaczy ok. 100 tys. zł.

Joanna Leśniewska
Źródło:gazeta.pl

Magistrat podpisał umowę. Chce zarobić 50 mln zł

Po ponad roku negocjacji zielonogórski magistrat podpisał umowę z biznesmenami Adamem Baranowskim i Zbigniewem Bąbelkiem. Jeśli się z niej wywiąże, zarobi 50 mln zł.

Prawie 24-hektarowa działka przy ul. Batorego, położona za hipermarketem Auchan, miała być przeznaczona na budowę osiedla Na Olimpie. Teren ma dwóch właścicieli: 5,9 ha ma miasto, pozostałe 17,8 ha należy do dwóch zielonogórskich biznesmenów Zbigniewa Bąbelka i Adama Baranowskiego. Ponad rok temu przedsiębiorcy zaproponowali miastu układ: połączą swoje grunty, miasto zmieni przeznaczenie nieruchomości w planie zagospodarowania przestrzennego i razem sprzedadzą działkę. Według wyliczeń inwestorów wszyscy mogliby na tym zarobić. Nowy plan zagospodarowania miałby zezwolić na postawienie tu wielkopowierzchniowych obiektów handlowych. Udział Miasta w podziale zysków byłby na poziomie 40 proc. Wówczas jednak do podpisania umowy nie doszło. Prezydent Janusz Kubicki prowadził negocjacje z przedsiębiorcami w tajemnicy przed radnymi. Ci z kolei mieli wątpliwości, czy porozumienie będzie korzystne dla miasta. Ich zdaniem w projekcie umowy brakowało istotnych szczegółów. Sprawę sprawdzała nawet prokuratura.

Kiedy zdaniem miasta okazało się, że nic nie straci na transakcji, strony wróciły do rozmów. W środę Kubicki podpisał ostatecznie porozumienie z biznesmenami. - 15 kwietnia wysłaliśmy projekt umowy do radnych. Daliśmy im 30 dni na wniesienie ewentualnych uwag. Do dziś nikt nie zgłosił nam swoich wątpliwości - tłumaczy prezydent. Teraz dalsze losy działki przy ul. Batorego zależą właśnie od niego i od radnych. Magistrat musi przygotować teren do sprzedaży pod markety. Zgodnie z umową, do 15 grudnia ma się rozpocząć procedura zmiany studium, a następnie planu zagospodarowania. Ma się ona zakończyć za rok. Biznesmeni nie chcą na razie ujawnić, jakie markety mogłyby się pojawić za Auchan. - Centrów handlowych nigdy nie jest za dużo. Nie przejmowałbym się tym, że takich miejsc w Zielonej Górze będzie więcej - komentuje prezydent Kubicki.
Jeśli nie doszłoby do zmiany planu, miasto poniosłoby poważne koszty. Musiałoby wybudować drogi na osiedlu, albo zapłacić właścicielom terenu odszkodowanie. Według wyliczeń urzędników kosztowałoby to ok. 15-20 mln zł.

Mirosława Dulat
Źródło:gazeta.pl

10 czerwca 2009

Dostaną odszkodowanie

Właściciele ogródków działkowych przy Parku Piastowskim dostaną odszkodowanie od miasta w związku z budową drogi. Miasto planuje wybudowanie drogi łączącej ulice Wyszyńskiego z ul. Botaniczną. Droga ma przecinać park Piastowski i ogródki działkowe. Magistrat porozumiał się w tej kwestii z właścicielami ogrodów.

Wiceprezydent miasta Krzysztof Kaliszuk mówi, że już za kilka dni zostanie podpisanie porozumienie w tej sprawie:
"Porozumieliśmy się w kluczowych sprawach o które chodziło działkowcom, zarówno na poziomie wojewódzkim, jak i władz samego ogrodu przy parku. W wyniku tych negocjacji, uzgodniliśmy, że na poziomie wojewódzkim zostaną wypłacone należności za grunty, natomiast na poziomie poszczególnych użytkowników działek, otrzymają oni odszkodowania. Uzgodniliśmy też rodzaj oddzielenia drogi od działek. Będzie to płot z wysokimi nasadzeniami - tujami. Porozumieliśmy się też w sprawie odszkodowania za wodociąg leżący w pasie nowej drogi".
Do końca miesiąca zostanie rozpisany przetarg na budowę nowej drogi. We Wrześniu rozpoczną się prace, które powinny się zakończyć w maju przyszłego roku. Po otwarciu łącznika między ul. Wyszyńskiego i ul. Botaniczną miasto będzie remontowało ulicę Jaskółczą, która ma zostać zrobiona do końca listopada przyszłego roku.

Monika Suder
Źródło:rzg.info.pl

Nowe grunty dla KTBS

Zielonogórski KTBS będzie budował kolejne mieszkania. Spółka dostała aportem od miasta dziesięciohektarowy teren położony przy Trasie Północnej i przy osiedlu na ul. Potokowej.

„Weszła ustawa o podatku dochodowym od aportów, musielibyśmy zapłacić 22-procentowy podatek VAT, a w tym momencie zostały tylko koszty notarialne" - wyjaśnia prezydent miasta Janusz Kubicki. Jednocześnie zaznacza, że miasto czeka na to, jak będzie wyglądała polityka mieszkaniowa realizowana przez rząd.
Ponieważ teren przy Trasie Północnej jest zalesiony, KTBS planuje tam rzadką zabudowę. "Chcemy wybudować około 10 budynków - zostawić więcej lasu i zrobić enklawę spokoju i ciszy" - zapowiada Janusz Jankowski, prezes spółki. Bloki, tzw. „punktowce" mają mieć do 7 pięter i windy. Powstaną też ogródki jordanowskie i boisko.
KTBS niebawem zleci przygotowanie koncepcji, którą oceni Bank Gospodarstwa Krajowego. Jeśli zostanie zaakceptowana, w przyszłym roku na wiosnę powstanie projekt, a jesienią po otrzymaniu kredytu ruszy budowa. Choć zdaniem prezesa spółki, przy obecnej recesji może się to trochę opóźnić.
Zielonogórski KTBS został dobrze oceniony w Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie. "Jesteśmy po pierwszym audycie w komitecie ryzyka, na dniach mamy dostać kredyt i promesę na budowę przy Anny Jagiellonki i Elektronowej" - dodaje Jankowski jednocześnie uspokajając przyszłych najemców, zaniepokojonych przedłużającymi się procedurami. Na dniach ma zostać oddany do użytku budynek przy ul. Potokowej, w którym będą 33 mieszkania.

Marta Czechowska
Źródło:rzg.info.pl

W szpitalu będzie nowoczesna neurochirurgia

Jesienią ruszy Lubuski Ośrodek Neurochirurgii i Neurotraumatologii. Ma to być najnowocześniejszy oddział w Polsce. Zmniejszą się wreszcie kolejki na operacje kręgosłupa. Koszt inwestycji to ok. 12 mln zł

O Lubuskim Ośrodku Neurochirurgii i Neurotraumatologii mówi się w zielonogórskim szpitalu co najmniej od pięciu lat. Chociaż pomysł wcześniej wydawał się nierealny, dziś widać już pierwsze efekty inwestycji. Ośrodek powstaje w głównym gmachu szpitala, w miejscu, gdzie dawniej mieścił się oddział detoksykacji.

Kupujemy urządzenia najnowszej generacji
Neurochirurdzy będą mieli do dyspozycji ponad tysiąc metrów kwadratowych na dwóch najwyższych piętrach budynku. Właśnie dobiega końca remont korytarzy i pomieszczeń. Dawny detoks został właściwie całkowicie przebudowany. Zmieści się tu 30 łóżek dla pacjentów. - Zdecydowanie odczują wyższy komfort pobytu w szpitalu. Wcześniej trudno było nam na przykład zachować intymność pacjenta podczas badania na sali wieloosobowej. W nowym miejscu będzie tyle przestrzeni, że bez problemu będziemy mogli zajmować się każdym pacjentem indywidualnie - tłumaczy Paweł Jarmużek, ordynator oddziału neurochirurgicznego. Gotowe są już przestronne łazienki dla pacjentów. Przy okazji z remontu skorzystają również osoby, które będą leżeć na oddziałach na niższych piętrach. Stare, skrzypiące już windy zostaną zastąpione nowymi.
Lekarze natomiast najbardziej cieszą się z własnego bloku operacyjnego. Będą na nim dwie sale zabiegowe. Trafi na nie nowy wysokospecjalistyczny sprzęt do operacji. Tuż obok znajduje się sala intensywnego nadzoru. Pacjenci będą podłączeni do urządzeń, które z ogromną precyzją będą kontrolować ich stan. Na liście zakupów znajdują się m.in.: wiertarka neurochirurgiczna z wyposażeniem, mikroskop, mobilny system obrazowania, system wizualizacji i archiwizacji, lampa bezcieniowa czy neuromonitoring do kontrolowania nerwów obwodowych. - Ten sprzęt będzie nam służył przez wiele lat. Kupujemy urządzenia najnowszej generacji - wyjaśnia Jarmużek. O zmianach na lepsze mogą też mówić pielęgniarki. Na poddaszu gmachu niemal gotowa jest już ich nowa szatnia z łazienkami. Panie do tej pory gnieździły się w niewielkim pomieszczeniu. Teraz będą miały do dyspozycji przestronne szafki i miejsce, w którym będą mogły zjeść drugie śniadanie.
Największej korzyści z powstania Lubuskiego Ośrodka Neurochirurgii tak naprawdę nikt nie potrafi dziś zmierzyć. Na pewno zmniejszą się kolejki do planowanych zabiegów i operacji. Dziś na liście oczekujących jest 160 chorych. Gdyby ich zapisać na konkretne daty, kolejka ciągnęłaby się przez rok. - W rzeczywistości nie umawiamy pacjentów na odległe terminy. Kolejka się stale przesuwa, bo pierwszeństwo mają zawsze poszkodowani w wypadkach i ostre przypadki ratujące życie. Wtedy planowane zabiegi oddalają się w czasie - mówi Paweł Jarmużek. Neurochirurdzy w lecznicy robią dziś 700 zabiegów rocznie. Najczęściej leczą schorzenia kręgosłupa. - Oczekiwanie na operację często oznacza dla pacjentów prawdziwy dramat. W tym czasie tracą pracę, przechodzą na rentę. Najgorzej jest, kiedy chorzy są główni żywiciele rodziny. A przecież operacje pozwalają dziś całkowicie wrócić do normalnego funkcjonowania - komentuje ordynator. Po otwarciu ośrodka lekarze będą wykonywać nawet tysiąc zabiegów w ciągu roku.

Będziemy konkurować z Poznaniem i Wrocławiem
Inwestycja ruszyła trzy lata temu. Wówczas szpital dostał z Urzędu Miasta milion złotych. Za te pieniądze został wymieniony dach i rozpoczęły się pierwsze prace wyburzeniowe. Największym zastrzykiem finansowym była dotacja z Lubuskiego Regionalnego Programu Operacyjnego. Szpital dostał na budowę ośrodka ponad 8,4 mln zł. Po otwarciu ośrodka szpital w Zielonej Górze będzie mógł konkurować ze specjalistycznymi lecznicami w Poznaniu czy Wrocławiu.

Mirosława Dulat
Źródło:gazeta.pl

07 czerwca 2009

Deweloper buduje, ale zapomina o zieleni

Kupując nowe mieszkanie w Zielonej Górze, zwracamy uwagę tylko na cenę i lokalizację. Dopiero po czasie widzimy, że nie ma ławek, zieleni i porządnych placów zabaw.

Kasia i Marcin na początku lipca wprowadzą się do wspólnego mieszkania. Teraz w ich nowym domu firma budowlana wykonuje ostatnie prace wykończeniowe.
Mieszkanie przy ul. Rzeźniczaka kupili zimą ub.r. Na co zwracali uwagę, wybierając właśnie te bloki? - Przede wszystkim kierowaliśmy się ceną i lokalizacją. Zależało nam, aby mieszkanie było niedrogie, miało funkcjonalny układ i aby w sąsiedztwie były sklepy - opowiada pani Kasia. Euforia przesłoniła ważne szczegóły. - Dopiero gdy częściej przebywaliśmy w okolicy, zaczęliśmy zwracać uwagę na błahe z pozoru sprawy - mówi pan Marcin. - Mimo że pierwsze bloki stoją już dwa lata, to na osiedlu wciąż nie ma placu zabaw, a nawet ławek! Z jednej strony stoją nie przesłonięte stare garaże, wokół budynków jedynie trawa i parę krzaków. - Wciąż niezagospodarowany jest także dziedziniec - wylicza pan Marcin. Przy Rzeźniczaka stanie łącznie sześć bloków.
Agnieszka Mróz, urbanistka z Zielonogórskiego Towarzystwa Upiększania Miasta wcale nie jest zaskoczona uwagami młodych mieszkańców osiedla. - Większość deweloperów, gdyby mogła, zabudowałaby każdy kawałek ziemi blokami. Inwestorów nie interesuje klimat do życia, ale żeby jak najwięcej z terenu wycisnąć. A ogromna większość kupujących mieszkania zwraca uwagę tylko na samo wnętrze mieszkania. Po roku, dwóch przychodzi otrzeźwienie - a gdzie jest plac zabaw, gdzie są ławki i zieleń - opowiada Agnieszka Mróz.
Wraz z Agnieszką Mróz i Joanną Liddane ze ZTUM-u wybrałyśmy się na spacer po osiedlach przy ul. Strumykowej, Ruczajowej i Rzeźniczaka. - Trujące rośliny - złotokap czy sumak octowiec. Posadzone przy placu zabaw. Świerk, który tutaj rośnie, za 10 lat wejdzie ludziom w balkony. Roślinność powinno się zaprojektować na stałe, przewidując, jak będzie ona wyglądać za pół roku i za kilkanaście lat. Tego na osiedlu w ogóle nie widać - komentuje Agnieszka Mróz. Wiele do życzenia pozostawiają place zabaw przy ul. Ruczajowej. - Nie mogą leżeć między blokami. Owszem, ma to swoje plusy, bo rodzice z okien mogą obserwować dzieci. Ale taka lokalizacja niesie więcej szkody niż pożytku. Wiadomo, że na placu zabaw dzieci nie bawią się w milczeniu. Głos odbija się od ścian. Inni mieszkańcy przez cały dzień mają w domu koncert. Wystarczyłoby plac zabaw umieścić nie między blokami, ale obok. Obowiązkowo trzeba je ogrodzić płotkami. A i o tym deweloperzy i zarządcy osiedli zapominają - mówi Mróz. Na Ruczajowej, w pasach drogowych w ogóle nie ma drzew, tylko sucha trawa. Podobnie przy wjeździe na osiedle. - Poza tym każdy z budynków budowany jest w innym stylu, przez co osiedle nie dość że nie ma zieleni, to dodatkowo brakuje mu wyrazu architektonicznego - dodaje urbanistka.
Kawałek dalej, przy ul. Strumykowej firma San Bud postawiła nowy blok z podziemnymi garażami. Budynek stoi tuż przy Dolinie Gęśnika. Widok godny pozazdroszczenia. Niestety, szans na spacer nad strugą mieszkańcy nie mają. Blok oddzielono siatką. Przy bloku świeżo posadzone drzewa już zdążyły uschnąć. W innym miejscu w wąskim pasie rośnie siedem klonów. Z czasem, gdy drzewa się rozrosną, część trzeba będzie wyciąć. Naprzeciwko już istniejącego bloku, tuż przy betoniarni ma powstać kolejny. Dopiero po przeprowadzce mieszkańcy zorientują się, że takie sąsiedztwo może być naprawdę uciążliwe.

Deweloper może, ale nie musi
Wojciech Pawlik, prezes San Budu tłumaczy, że zagospodarowanie terenów zielenią zleca zewnętrznej firmie. Przyznaje jednak, że w tej materii jest jeszcze wiele do zrobienia. - Deweloper ma obowiązek zapewnić mieszkańcom kanalizację, drogi dojazdowe i parking. To wszystko wymaga dużych nakładów finansowych. Na zieleni nie oszczędzamy, ale tak naprawdę niewiele środków na nią zostaje. Obiecujemy jednak, że przy kolejnych inwestycjach się poprawimy - zapewnia Pawlik. Dodaje, że zejście do Doliny Gęśnika pojawi się, jak tylko firma zacznie zagospodarowywać teren położony nieopodal ul. Strumykowej.
Filip Gryko, pełnomocnik Rajbud Development wyjaśnia, że jedynie od dobrej woli dewelopera zależy, jak zagospodarowany zostanie teren wokół bloków. Miasto, poza kontrolowaniem kwestii prawnych, nie może w tej sprawie nic narzucić. - Nasza firma ma obowiązek zapewnienia mieszkańcom dróg, oświetlenia oraz trawników i żywopłotów. Niemniej jednak staramy się, aby wokół budynków było coraz więcej zieleni. Mamy świadomość, że wpływa to na estetykę całego osiedla. W sprawie ławek, śmietników czy nasadzeń, decyzje pozostawiliśmy samym mieszkańcom. Zaproponowaliśmy jednak wspólnotom, aby utworzyły one komisje ds. nasadzeń. Sami również staramy się robić w tej materii więcej niż przewiduje umowa - tłumaczy Filip Gryko.
Wiceprezydent miasta Dariusz Lesicki wyjaśnia, że magistrat może jedynie ingerować w plan miejscowy. - Możemy określić wartość obszarów biologicznie czynnych, czyli trawników, lasków, skupisk zieleni. Natomiast w praktyce o tym, jak będzie wyglądać zieleń wokół bloków, decyduje sam inwestor. Może zlecić nasadzenia, ale może też zostawić w tym miejscu pusty teren - mówi Lesicki.

Zanim podpiszesz umowę
- O tym, czy pojawi się również zieleń, place zabaw i ławki, decyduje umowa pomiędzy deweloperem a kupującym. Dopilnujmy, aby inwestor dotrzymał jej warunków. Jeżeli jest w niej klauzula, że teren będzie zagospodarowany przy oddaniu budynków do użytku, powinniśmy patrzeć deweloperowi na ręce - radzi Agnieszka Mróz. Jak przyznaje urbanistka z Towarzystwa Upiększania Miasta, deweloperzy nie naruszają przepisów, ale wyciągają jak najwięcej dla siebie. - Budują mieszkania etapami, m.in. po to, aby nie było widać gęstości zabudowy. Dawniej osiedla projektowano łącznie z zielenią. Kupując mieszkanie, mieliśmy świadomość, co znajdzie się obok naszego bloku. Niedopuszczalne było, aby projektować jeden blok. Teraz deweloperzy, nie wiedząc, jaki będzie popyt na mieszkania i czy uda się otrzymać kredyt, budują bloki w odstępach kilku lat. I tak mieszkańcy nowych osiedli sądzą, że pod ich balkonem będzie piękna zieleń, a okazuje się, że stanie kolejny blok. Co możemy zrobić, aby uniknąć takiej niespodzianki? Przede wszystkim zapoznać się z planem zagospodarowania przestrzennego i ze wskaźnikami zabudowy. Pamiętajmy, że widok z okna nie jest nam dany na całe życie.
Wiceprezydent Lesicki uważa jednak, że to, czy deweloperzy zaczną bardziej dbać o wygląd osiedli, uwarunkuje sam rynek. - W dobie kryzysu, kiedy zaczynają spadać ceny mieszkań, sami kupujący będą wybierać te tereny, które będą lepiej zagospodarowane, przyjaźniej położone.

Joanna Leśniewska
Źródło:gazeta.pl

Zmiany w PKP: pociąg do Poznania przyśpiesza

Dziś z Zielonej Góry do Poznania pociągiem pospiesznym jedzie się ok. 2 godz. 10 min. Za trzy lata podróż może trwać nawet o 40 min krócej. W przyszłym roku ruszy budowa obejścia kolejowego Czerwieńska.

To zdecydowanie największa i najważniejsza inwestycja transportowa w naszym regionie. Ze zmian będą również zadowoleni podróżni z Wielkopolski i mieszkańcy stolicy, którzy w podróż do Zielonej Góry wybierają się właśnie pociągiem. Dziś pospieszny, który wyrusza z Zielonej Góry, zatrzymuje się w Czerwieńsku na ok. 20 min. W tym czasie przestawiana jest lokomotywa i pociąg może jechać dalej. Tory kolejowe do Zbąszynka są już w fatalnym stanie. Według specjalistów od kolei pociągi mogą tędy jeździć maksymalnie z prędkością 80 km na godz. W rzeczywistości jeżdżą jednak wolniej. Stan szyn groził nawet obniżeniem prędkości pociągów do 60 km na godz.
Czas przejazdu z Zielonej Góry do Zbąszynka może się skrócić nawet o 40 min. Będzie to możliwe dzięki długo zapowiadanej inwestycji. Wczoraj marszałek Marcin Jabłoński podpisał umowę z PKP Polskie Linie Kolejowe dotyczącą budowy łącznicy, która pozwoli ominąć Czerwieńsk. Nowy odcinek torów będzie prowadzić od Przylepu do Pomorska.
Łącznica będzie miała długość 2,6 km. Dodatkowo zrewitalizowany ma być odcinek między Zbąszynkiem a Pomorskiem. - Pozwoli to nam podnieść prędkość jazdy pociągów. Po remoncie lokomotywy będą mogły osiągnąć szybkość do 100 km na godz. Efekt będzie taki, że na odcinku między Pomorskiem a Zbąszynkiem pociągi zaoszczędzą 20 min. Tyle samo zyskają dzięki ominięciu Czerwieńska. Podróż do Poznania będzie zatem o 40 min krótsza - wylicza Paweł Neumann, dyrektor oddziału regionalnego PKP PLK w Poznaniu.

Inwestycja ma ruszyć już w przyszłym roku. Najpóźniej we wrześniu PKP PLK chce ogłosić przetarg na projekt, budowę łącznicy i modernizację torów. Jeden przetarg na projektowanie i wykonanie pozwoli zaoszczędzić czas. Pierwsze prace mogłyby ruszyć już w trzecim kwartale przyszłego roku. - Pomysł na budowę łącznicy kolejowej pojawił się w 2004 r. Pięć lat trwały konsultacje. Potrzebna też była decyzja środowiskowa. Opracowane zostało już studium wykonalności inwestycji. Linia będzie uruchomiona do 2012 r. - dodaje Neumann. Ostatnie prace nad modernizacją połączenia będą trwać jeszcze w 2013 r.
Całe zadanie pochłonie 107 mln zł. Zdecydowanie najdroższa będzie budowa 2,6-kilometrowego łącznika. Ten ma kosztować ok. 60 mln zł. - Konieczna będzie budowa przejść dla zwierząt. To wymóg, jaki postawili nam ekolodzy i leśnicy - tłumaczy dyrektor PKP PLK z Poznania. 60 proc. kosztów pokryją fundusze z LRPO.
- Budowa obejścia kolejowego Czerwieńska ułatwi skomunikowanie obu stolic woj. lubuskiego. Dodatkowo pozwoli na realizację szybkiego połączenia kolejowego w obrębie Lubuskiego Trójmiasta - mówi Marcin Jabłoński, marszałek. Jabłoński nie ukrywa, że realizacja inwestycji jest możliwa dzięki lobbingowi lubuskich parlamentarzystów u Zbigniewa Szafrańskiego, prezesa PKP PLK.

Mirosława Dulat
Źródło:gazeta.pl