07 czerwca 2009

Deweloper buduje, ale zapomina o zieleni

Kupując nowe mieszkanie w Zielonej Górze, zwracamy uwagę tylko na cenę i lokalizację. Dopiero po czasie widzimy, że nie ma ławek, zieleni i porządnych placów zabaw.

Kasia i Marcin na początku lipca wprowadzą się do wspólnego mieszkania. Teraz w ich nowym domu firma budowlana wykonuje ostatnie prace wykończeniowe.
Mieszkanie przy ul. Rzeźniczaka kupili zimą ub.r. Na co zwracali uwagę, wybierając właśnie te bloki? - Przede wszystkim kierowaliśmy się ceną i lokalizacją. Zależało nam, aby mieszkanie było niedrogie, miało funkcjonalny układ i aby w sąsiedztwie były sklepy - opowiada pani Kasia. Euforia przesłoniła ważne szczegóły. - Dopiero gdy częściej przebywaliśmy w okolicy, zaczęliśmy zwracać uwagę na błahe z pozoru sprawy - mówi pan Marcin. - Mimo że pierwsze bloki stoją już dwa lata, to na osiedlu wciąż nie ma placu zabaw, a nawet ławek! Z jednej strony stoją nie przesłonięte stare garaże, wokół budynków jedynie trawa i parę krzaków. - Wciąż niezagospodarowany jest także dziedziniec - wylicza pan Marcin. Przy Rzeźniczaka stanie łącznie sześć bloków.
Agnieszka Mróz, urbanistka z Zielonogórskiego Towarzystwa Upiększania Miasta wcale nie jest zaskoczona uwagami młodych mieszkańców osiedla. - Większość deweloperów, gdyby mogła, zabudowałaby każdy kawałek ziemi blokami. Inwestorów nie interesuje klimat do życia, ale żeby jak najwięcej z terenu wycisnąć. A ogromna większość kupujących mieszkania zwraca uwagę tylko na samo wnętrze mieszkania. Po roku, dwóch przychodzi otrzeźwienie - a gdzie jest plac zabaw, gdzie są ławki i zieleń - opowiada Agnieszka Mróz.
Wraz z Agnieszką Mróz i Joanną Liddane ze ZTUM-u wybrałyśmy się na spacer po osiedlach przy ul. Strumykowej, Ruczajowej i Rzeźniczaka. - Trujące rośliny - złotokap czy sumak octowiec. Posadzone przy placu zabaw. Świerk, który tutaj rośnie, za 10 lat wejdzie ludziom w balkony. Roślinność powinno się zaprojektować na stałe, przewidując, jak będzie ona wyglądać za pół roku i za kilkanaście lat. Tego na osiedlu w ogóle nie widać - komentuje Agnieszka Mróz. Wiele do życzenia pozostawiają place zabaw przy ul. Ruczajowej. - Nie mogą leżeć między blokami. Owszem, ma to swoje plusy, bo rodzice z okien mogą obserwować dzieci. Ale taka lokalizacja niesie więcej szkody niż pożytku. Wiadomo, że na placu zabaw dzieci nie bawią się w milczeniu. Głos odbija się od ścian. Inni mieszkańcy przez cały dzień mają w domu koncert. Wystarczyłoby plac zabaw umieścić nie między blokami, ale obok. Obowiązkowo trzeba je ogrodzić płotkami. A i o tym deweloperzy i zarządcy osiedli zapominają - mówi Mróz. Na Ruczajowej, w pasach drogowych w ogóle nie ma drzew, tylko sucha trawa. Podobnie przy wjeździe na osiedle. - Poza tym każdy z budynków budowany jest w innym stylu, przez co osiedle nie dość że nie ma zieleni, to dodatkowo brakuje mu wyrazu architektonicznego - dodaje urbanistka.
Kawałek dalej, przy ul. Strumykowej firma San Bud postawiła nowy blok z podziemnymi garażami. Budynek stoi tuż przy Dolinie Gęśnika. Widok godny pozazdroszczenia. Niestety, szans na spacer nad strugą mieszkańcy nie mają. Blok oddzielono siatką. Przy bloku świeżo posadzone drzewa już zdążyły uschnąć. W innym miejscu w wąskim pasie rośnie siedem klonów. Z czasem, gdy drzewa się rozrosną, część trzeba będzie wyciąć. Naprzeciwko już istniejącego bloku, tuż przy betoniarni ma powstać kolejny. Dopiero po przeprowadzce mieszkańcy zorientują się, że takie sąsiedztwo może być naprawdę uciążliwe.

Deweloper może, ale nie musi
Wojciech Pawlik, prezes San Budu tłumaczy, że zagospodarowanie terenów zielenią zleca zewnętrznej firmie. Przyznaje jednak, że w tej materii jest jeszcze wiele do zrobienia. - Deweloper ma obowiązek zapewnić mieszkańcom kanalizację, drogi dojazdowe i parking. To wszystko wymaga dużych nakładów finansowych. Na zieleni nie oszczędzamy, ale tak naprawdę niewiele środków na nią zostaje. Obiecujemy jednak, że przy kolejnych inwestycjach się poprawimy - zapewnia Pawlik. Dodaje, że zejście do Doliny Gęśnika pojawi się, jak tylko firma zacznie zagospodarowywać teren położony nieopodal ul. Strumykowej.
Filip Gryko, pełnomocnik Rajbud Development wyjaśnia, że jedynie od dobrej woli dewelopera zależy, jak zagospodarowany zostanie teren wokół bloków. Miasto, poza kontrolowaniem kwestii prawnych, nie może w tej sprawie nic narzucić. - Nasza firma ma obowiązek zapewnienia mieszkańcom dróg, oświetlenia oraz trawników i żywopłotów. Niemniej jednak staramy się, aby wokół budynków było coraz więcej zieleni. Mamy świadomość, że wpływa to na estetykę całego osiedla. W sprawie ławek, śmietników czy nasadzeń, decyzje pozostawiliśmy samym mieszkańcom. Zaproponowaliśmy jednak wspólnotom, aby utworzyły one komisje ds. nasadzeń. Sami również staramy się robić w tej materii więcej niż przewiduje umowa - tłumaczy Filip Gryko.
Wiceprezydent miasta Dariusz Lesicki wyjaśnia, że magistrat może jedynie ingerować w plan miejscowy. - Możemy określić wartość obszarów biologicznie czynnych, czyli trawników, lasków, skupisk zieleni. Natomiast w praktyce o tym, jak będzie wyglądać zieleń wokół bloków, decyduje sam inwestor. Może zlecić nasadzenia, ale może też zostawić w tym miejscu pusty teren - mówi Lesicki.

Zanim podpiszesz umowę
- O tym, czy pojawi się również zieleń, place zabaw i ławki, decyduje umowa pomiędzy deweloperem a kupującym. Dopilnujmy, aby inwestor dotrzymał jej warunków. Jeżeli jest w niej klauzula, że teren będzie zagospodarowany przy oddaniu budynków do użytku, powinniśmy patrzeć deweloperowi na ręce - radzi Agnieszka Mróz. Jak przyznaje urbanistka z Towarzystwa Upiększania Miasta, deweloperzy nie naruszają przepisów, ale wyciągają jak najwięcej dla siebie. - Budują mieszkania etapami, m.in. po to, aby nie było widać gęstości zabudowy. Dawniej osiedla projektowano łącznie z zielenią. Kupując mieszkanie, mieliśmy świadomość, co znajdzie się obok naszego bloku. Niedopuszczalne było, aby projektować jeden blok. Teraz deweloperzy, nie wiedząc, jaki będzie popyt na mieszkania i czy uda się otrzymać kredyt, budują bloki w odstępach kilku lat. I tak mieszkańcy nowych osiedli sądzą, że pod ich balkonem będzie piękna zieleń, a okazuje się, że stanie kolejny blok. Co możemy zrobić, aby uniknąć takiej niespodzianki? Przede wszystkim zapoznać się z planem zagospodarowania przestrzennego i ze wskaźnikami zabudowy. Pamiętajmy, że widok z okna nie jest nam dany na całe życie.
Wiceprezydent Lesicki uważa jednak, że to, czy deweloperzy zaczną bardziej dbać o wygląd osiedli, uwarunkuje sam rynek. - W dobie kryzysu, kiedy zaczynają spadać ceny mieszkań, sami kupujący będą wybierać te tereny, które będą lepiej zagospodarowane, przyjaźniej położone.

Joanna Leśniewska
Źródło:gazeta.pl

Brak komentarzy: