15 lipca 2009

Energometr: wrzucasz 10 gr i ładujesz telefon

Zielonogórscy studenci stworzyli pierwszy w Polsce energometr na słońce. Urządzeniem za grosze naładujesz komórkę lub odkurzysz tapicerkę w samochodzie

Energometr skonstruowali ci sami studenci Uniwersytetu Zielonogórskiego, którzy rok temu prezentowali swój samochód na prąd. Auto wprawdzie nie jest jeszcze zarejestrowane, ale działa bez zarzutu. Można nim przejechać 100 km po załadowaniu prądu za 3 zł. Samochód może się rozpędzić nawet do 85 km na godzinę. - Pojawiły się jednak głosy, że do rozruszania auta wykorzystujemy tzw. brudną energię, czyli prąd z gniazdka. Chcieliśmy zamknąć usta wszystkim malkontentom. Elektryczne auta to przyszłość motoryzacji. Znawcy przewidują, że dilerzy samochodów wprowadzą je na rynek już w przyszłym roku. Nikt takiego pojazdu jednak nie kupi, jeśli nie będzie odpowiedniej infrastruktury - mówi prof. Grzegorz Benysek z Instytutu Inżynierii Elektrycznej na Uniwersytecie Zielonogórskim.

Energometr pozwala zasilić czystą energią słoneczną nie tylko auto. Studenci i zielonogórzanie mogą ładować swoje komórki czy laptopy. Podobno pod budynek instytutu mieszkańcy przyjeżdżają nawet z domowymi odkurzaczami, żeby za kilka groszy wyczyścić wnętrze samochodu. Dla porównania kilkuminutowe czyszczenie tapicerki odkurzaczem na stacji benzynowej kosztuje 2 zł. Jedna kilowatogodzina z energometru to koszt 50 gr. Jeśli do urządzenia wrzuci się 10 gr, można przez 200 minut ładować telefon.

Jak działa energometr? Urządzenie zasilają baterie słoneczne. Te ustawiono przy dachu uczelnianego budynku. Z minisiłowni słonecznej energia jest magazynowana i przekazywana do pobierania przez użytkowników. - Prądem wytworzonym przez energometr zasilamy również komputery w pracowni w budynku. W ten sposób zwracają nam się koszty montażu - opowiada Bartosz Kubik, dziś już absolwent UZ, działacz koła naukowego PESUZ. Tzw. falownik wytwarza napięcie 230 V, a więc takie samo jak w domowym gniazdku. W ekourządzeniu nie ma jednak żadnych zakłóceń. Nie powoduje również emisji dwutlenku węgla do atmosfery.

Główna obudowa energometru to przerobiony parkometr. W miejscu drukarki biletów parkingowych znajduje się gniazdko wtykowe. Na obudowie są tylko dwa przyciski. Jeden służy do przetestowania, czy podłączona maszyna nie pobiera zbyt dużej mocy. Drugi guzik służy do zatrzymania ładowania. Energometr ma też duży wyświetlacz i selektor monet. - Myślimy o rozbudowie możliwości przyjmowania opłat. W przyszłości maszyna będzie przyjmować m.in. karty chipowe - tłumaczy Tomasz Gruszczyński, jeden z konstruktorów energometru. Wszystkie czynności wykonane przy pomocy urządzenia są archiwizowane.

Praca nad energometrem trwała dziesięć miesięcy. Kosztowało to kilkanaście tysięcy złotych. Studenci właśnie obronili swoje prace dyplomowe, których tematem był energometr. Młodzi naukowcy już myślą o udoskonaleniu wynalazku. Ich kolejnym celem jest stacja szybkiego ładowania, która pozwoli zatankować "do pełna" elektryczny samochód w 10 minut. Studenci liczą na to, że władze Zielonej Góry zlecą im postawienie podobnych urządzeń w innych częściach miasta. - Do tej pory o takim ekologicznym rozwiązaniu mówiły Warszawa czy Gdańsk. A Zielona Góra już je ma! Energometr okaże się hitem, kiedy na rynku pojawią się auta na prąd. Takie plany mają już producenci Smarta, Nissana i Toyoty - mówi prof. Benysek.

Mirosława Dulat

Źródło: Gazeta Wyborcza Zielona Góra

Brak komentarzy: