14 września 2009

Tylu nieruchomości na sprzedaż jeszcze nie było

Zielonogórski magistrat chce ogłosić ponad 30 przetargów na sprzedaż nieruchomości wartych ok. 60 mln zł. Czy uda się tym załatać dziurę w budżecie? Radni w to wątpią

Takiej podaży na nieruchomości w mieście jeszcze nie było. W ostatnim kwartale roku władze Zielonej Góry planują ogłosić kilkadziesiąt przetargów na grunty. Na liście jest wiele wartościowych działek, które są wycenione nawet na kilka milionów zł. Skąd taki pośpiech? W tegorocznym budżecie, nie zważając na nadchodzący kryzys, prezydent Janusz Kubicki ambitnie założył, że na sprzedaży nieruchomości zarobi 30 mln zł. Do tej pory zwykle w budżetach miasto wpisywało najwyżej 20 mln zł z handlu gruntami. Ten rok, mimo poważnych założeń, rozpoczął się pod tym względem marnie. Kryzys gospodarczy i przestój na rynku nieruchomości coraz głośniej zaczęły pukać do drzwi magistratu. Kolejne przetargi kończyły się fiaskiem. Nie sprzedawały się nawet atrakcyjne działki, o które jeszcze kilka miesięcy wcześniej dopytywali się potencjalni kupcy. W większości przypadków nikt nawet nie wpłacił wadium w przetargu. Część nieruchomości pojawiła się w ofercie sprzedaży po raz drugi. Chętnych nie było nawet wtedy, gdy urząd zdecydował się obniżyć cenę. Jak nieoficjalnie dowiedziała się "Gazeta", ostatecznie od stycznia udało się sprzedać grunty jedynie za 5 mln zł.

Zimowa kolekcja działek

Co będzie do kupienia w miejskim sklepie z nieruchomościami w sezonie jesień-zima? Atrakcyjnych działek jest naprawdę sporo. Już teraz ogłoszone zostały przetargi na działki na os. Śląskim pod budownictwo mieszkaniowe (cena wywoławcza 1 mln zł), przy ul. Suwalskiej pod zabudowę szeregową (1,7 mln zł). Na sprzedaż wystawiony jest również budynek przy pl. Matejki z działką o powierzchni blisko 3 tys. m kw. (1,8 mln zł).

Wkrótce mają być ogłoszone przetargi na sprzedaż gruntu przy ul. Zamkowej (dawny "ruski rynek"). Tu magistrat liczy na co najmniej 670 tys. zł dochodu. Pod budownictwo mieszkaniowe i jednorodzinne mają być wystawiane działki na os. Uczonych, os. Kaszubskim. Dla przykładu grunty przy ul. Łukasiewicza o powierzchni ok. 1,3 ha mają kosztować od 2,5 do 2,8 mln zł. Za trzyhektarową działkę przy ul. Czekanowskiego miasto chce dostać nawet blisko 6 mln zł. Na półce z najwyższymi cenami są jeszcze tereny przy Trasie Północnej (6 ha za 9,5 mln zł, 4,5 ha za 7,4 mln zł i 1 ha za 2,5 mln zł), przy ul. Gorzowskiej (2 ha za 3,9 mln zł). Jednym z hitów ma być grunt przy ul. Sulechowskiej tuż przy budowanym basenie. Tu plan zagospodarowania miejskiego dopuszcza budowę hotelu. Za 3,6 ha miasto chciałoby dostać blisko 10 mln zł. Przetarg ma się rozstrzygnąć w listopadzie.

Łączna kwota na rachunku ze sprzedaży działek mogłaby sięgnąć ponad 60 mln zł. Mogłaby, pod warunkiem że znajdą się chętni na nieruchomości. W ub. tygodniu nie udało nam się dowiedzieć, jak miasto zapatruje się na sprzedażowe plany. Prawdopodobnie ekipa Kubickiego liczy na to, że uda się im sprzedać przynajmniej część działek. Celem jest dobrnięcie do magicznej kwoty 30 mln zł, która pozwoli załatać tegoroczny budżet.

PiS: Urzędnicy kiepsko planują

Taką gospodarkę nieruchomościami ostro krytykują radni opozycji. - Nie sądzę, żeby prezydentowi udało się sprzedać wystawiane nieruchomości. Skalę problemu świetnie obrazuje chociażby sprawa z gruntami, które miasto kupiło od Lumelu i nieskutecznie próbowało sprzedać pod galerię handlową. Kiedy kupca nie udało się znaleźć, prezydent wrócił do pomysłu z przeniesieniem tu miejskich instytucji. Tylko naprawdę atrakcyjne działki mają szansę sprzedać się w tym roku. Plan jest jednak zdecydowanie przeszacowany. Tu kłania się umiejętność właściwego planowania wydatków i przychodów. Wydamy na basen 150 mln zł. Gdyby nie pomoc PO w zdobyciu 47 mln zł dofinansowania, budżet już dawno byłby zagrożony - komentuje Jacek Budziński, radny PiS.

PO: Nieruchomości za bezcen

Szerzej na problem patrzy Adam Urbaniak (PO), przewodniczący rady. Uważa on, że grzechy w gospodarce nieruchomościami były popełniane już w poprzednich latach. - Miasto próbuje sprzedać atrakcyjne nieruchomości za wszelką cenę. A cel nie powinien uświęcać środków. Korzystać trzeba było, kiedy na ziemię rzeczywiście był popyt. Dwa lata temu ludzie szukali dla siebie nieruchomości. Pamiętam przypadki, kiedy o 15 działek pod domki jednorodzinne w przetargu walczyło 140 osób. Licytowana cena nawet dwukrotnie przekroczyła wywoławczą. Kiedy przegrani nie znaleźli tu nic dla siebie, uciekli do Mrzonkowa, Droszkowa, Zaboru czy Wilkanowa. Teraz tam są zameldowani i tam płacą podatki. Teraz nieruchomości będą sprzedawane za bezcen. Władze miasta zgubiły typowo budżetowe myślenie: od stycznia do grudnia. Skoro w budżecie było zapisane 20 mln zł wpływu i na tyle sprzedali, to już dalej nie sprzedawano, bo plan został zrealizowany. Do tego zakładano, że koniunktura będzie taka sama do końca świata. Niby teraz wszyscy liczą na rychły koniec kryzysu. Pytanie tylko, czy ludzie zaczną kupować nieruchomości pod inwestycje. Sytuacja budżetu nie jest najciekawsza. Nie chcę snuć przed mieszkańcami czarnych wizji. Ale wiadomo już, że basen doprowadził budżet na granicę legalnej wytrzymałości. Ogłaszanie przetargów na tyle nieruchomości to desperacji ruch - komentuje Urbaniak.

SLD: Niech Kubicki walczy

Spokojnie do sprawy podchodzi jedynie Edward Markiewicz, radny SLD. - Prezydent musi zrealizować budżet. Jeśli tego nie zrobi, będzie się tłumaczył przed radą. A w budżecie przecież nie zapisujemy, jakie nieruchomości mają być sprzedane. Prezydent prowadzi normalną gospodarkę finansową. Niech walczy, niech sprzedaje. Ma na to jeszcze 3,5 miesiąca - mówi Markiewicz

Mirosława Dulat
Źródło:gazeta.pl

Brak komentarzy: