28 października 2009

Kto kupi rynek po kupcach? Chętnych brakuje

Władze Zielonej Góry blisko rok temu zlikwidowały tzw. ruski rynek przy ul. Zamkowej. Działkę wystawiono na przetarg. Do dziś inwestorów nie widać. Wystraszyły ich postawione warunki.

Targowisko przy ul. Zamkowej, potocznie nazywane przez mieszkańców ruskim rynkiem, działało w Zielonej Górze kilkanaście lat. Handlowali na nim przede wszystkim przybysze zza wschodniej granicy, z Ukrainy, Białorusi, Litwy. Byli też miejscowi kupcy.
Chociaż prezydent miasta wydał decyzję o likwidacji popularnego bazaru już w 2006 r., ostatni kupcy wyprowadzili się z ryneczku dopiero w grudniu ub.r. Ich odejście poprzedziła batalia na pisma toczona z magistratem, który wspólnie z Miejskim Ośrodkiem Sportu zarządzał terenem przy ul. Zamkowej.
Sprzedawcy przekonywali, że ich stoiska są potrzebne zwłaszcza uboższym mieszkańcom Zielonej Góry. Ostatecznie jednak musieli poszukać miejsca na innych miejskich targowiskach. Prezydent miasta Janusz Kubicki okazał się w tej sprawie nieugięty. Nie chciał, aby w bezpośrednim pobliżu centrum straszyła brzydka blaszana zabudowa.

Po kupcach tylko parking
Targowisko miał zastąpić dwu-, trójkondygnacyjny budynek wkomponowany w zabytkowy charakter okolicznych kamienic. Urzędnicy magistratu planowali wybudować obiekt z mieszkaniami, punktami handlowymi i usługowymi.
Od wyprowadzki kupców minął jednak blisko rok. Pusty plac - zamiast stać się miejscem budowy - zamienił się w nieoficjalny parking. Magistrat kusił przedsiębiorców jeszcze wtedy, gdy na bazarze handlowali ostatni kupcy.
Jak się okazuje, inwestorów skutecznie zniechęciły warunki postawione przez urzędników prezydenta. Nie była w stanie przebić ich nawet świetna lokalizacja działki. - Rzeczywiście zainteresowanie tą działką na początku było duże. Mieliśmy liczne informacje od lokalnych deweloperów przymierzających się do przetargu. Jednak gdy zapoznali się z warunkami zabudowy, nikt nie chciał kupić tego terenu - mówi Zdzisław Szczepański, naczelnik wydziału geodezji i gospodarowania mieniem.
Magistrat postawił twarde warunki. - I wynika z braku zainteresowania, że się przeliczył - mówi jeden z zielonogórski deweloperów.
W dokumencie o warunkach zabudowy czytamy, że maksymalnie 30 proc. działki może zostać przeznaczone pod zabudowę. Na pozostałej części terenu inwestor musiał postawić parking otoczony zielenią. - Ten zapis wynikał z decyzji miejskich planistów, którzy decydują o warunkach zabudowy. Decyzja zniechęciła inwestorów i nikt nie zgłosił się do przetargu - dodaje Szczepański.

Jeszcze jedna próba
Planiści wydali decyzję o warunkach zabudowy, bo śródmieście nie ma jeszcze planu zagospodarowania przestrzennego, który określi przeznaczenie poszczególnych części centrum Zielonej Góry. Urzędnicy wzięli pod uwagę fakt, że działka znajduje się na terenie wpisanym do rejestru zabytków. Obawiano się, że konserwator zabytków nie dopuściłby do budowy wyższego gmachu niż trzy piętra.
Wytyczne magistratu to jednak przeszłość. Niedawno zmieniono je na wniosek naczelnika Szczepańskiego. Urzędnicy zamienili proporcje: teraz 70 proc. terenu będzie mogło zostać zabudowane, pozostała część działki zostanie przeznaczona pod parking i teren zielony. Zmieniła się również wysokość możliwej zabudowy. Po konsultacji z miejskim konserwatorem zabytków ostatecznie ustalono ją na cztery kondygnacje.
Zdaniem Szczepańskiego modyfikacja oferty pozwoli na szybkie znalezienie inwestora. Decyzję magistratu pozytywnie ocenia Bernard Imański, deweloper, który przed kilkoma miesiącami interesował się zakupem działki. - To dobry ruch, bo w takich przedsięwzięciach liczy się powierzchnia użytkowa obiektu. Jeśli będzie zbyt mała, nikt nie zdecyduje się na zakup działki. Inwestycja nie będzie się opłacać. Poprzednie warunki były absurdalne. Nie chodzi o to, aby budować ogrody w centrum miasta - przekonuje Imański.
Minimalna cena mierzącej 1300 m kw. działki to 670 tys. zł. Rozstrzygnięcie drugiego przetargu przewidziano na połowę listopada.

Łukasz Woźnicki
Źródło:gazeta.pl

Brak komentarzy: