12 listopada 2009

Jutro w zielonogórskim szpitalu otwarcie nowoczesnego ośrodka neurochirurgii

Paweł Jarmużek ma dwa powody do szczęścia: po pierwsze urodził mu się syn Jakub. Po drugie: jutro w szpitalu na drugim piętrze otworzy super nowoczesny ośrodek neurochirurgii. - Tak oto spełniły się moje marzenia - przyznaje.

Dziesięć dni temu Karol Mierzwiak spadł z rusztowania. Do szpitala trafił w opłakanym stanie. Dwa dni potem Miłosław Bebmen, neurochirurg, przez kilka godzin naprawiał mu kręgosłup. - Byłem połamany, ale lekarze przywrócili mnie już do sprawności - cieszy się pacjent. - Najważniejsze, że będę chodził. We wtorek Pan Karol leżał na oddziale neurochirurgii w sali nr 4. Metalowe, stare łóżko skrzypiało przy każdym ruchu. Ściany odrapane, drzwi z epoki wczesnego Gierka... - Warunki tu byle jakie, ale za to personel wspaniały - chwalił. I pomału szykował się do domu. A na odchodne dodał: - Gdybym ten kręgosłup złamał w przyszłym tygodniu, to na oddziale czułbym się jak w najlepszym Mariottcie - śmiał się. - Bo od pielęgniarek wiem, że ta neurochirurgia będzie teraz najlepsza, że szykują się zmiany.
To prawda. Od piątku zielonogórska neurochirurgia zmienia swoje oblicze. Będzie to najnowocześniejszy oddział nie tylko w kraju, ale nawet w Europie. Na tę chwilę ordynator Paweł Jarmużek czekał kilka lat. Bo od lat zabiegał o utworzenie takiego właśnie ośrodka. I teraz jego marzenie spełnia się. Już jutro na drugim i trzecim piętrze w starej części szpitala otwierać będzie Lubuski Ośrodek Neurochirurgii i Neurotraumatologii. Super nowoczesny, jakiego pozazdrościć nam mogą najlepsze kliniki.
Trzy dni temu ordynator pokazał nam "to cudo”. Rzeczywiście robi wrażenie. Bo to nie to samo, co pięć obskurnych sal, ciasny gabinet i szatnia dla personelu w starej gipsowni. A tak właśnie wygląda neurochirurgia jeszcze dzisiaj. Teraz pacjenci będą czuć się na oddziale jak w najlepszym pięciogwiazdkowym hotelu. Po pierwsze: ośrodek to ponad tysiąc metrów kwadratowych z zapleczem dla personelu. Po drugie: kameralne sale chorych, większość z własną łazienką. Po trzecie: nowiutkie wyposażenie. W każdej sali wygodne skóropodobne fotele i stoliki. Ściany w żółciach i seledynach z domieszką zieleni.
- Chcieliśmy stworzyć na oddziale domową atmosferę, by szpital nie kojarzył się pacjentom z białymi salami. Chory powinien się tutaj wyciszyć i jak najszybciej wrócić do zdrowia - mówi oddziałowa Wioletta Ratajczak, która osobiście dobierała kolory.Pawła Jarmużka cieszy sprzęt, jakim dysponować będzie ośrodek. Przenośnego tomografu komputerowego, który kosztuje 2,5 mln zł. nie ma jeszcze żadna neurochirurgia w Polsce. - Dzięki temu rentgenowi będziemy mogli przesyłać dane bezpośrednio do operatora, który stworzy wirtualny świat operacji. Będziemy super dokładni - pokazuje ordynator.Z kolei dzięki specjalnemu endoskopowi możliwe będą mało inwazyjne operacje mózgu i kręgosłupa.
Pierwsze zabiegi mają się tu odbyć jeszcze w tym miesiącu. Z 15 do 30 zwiększy się ilość łóżek. A to znaczy, że będzie można przyjąć więcej pacjentów. Własna sala operacyjna pozwoli też na zwiększenie ilości wykonywanych zabiegów. - Do tej pory robiliśmy dwie, trzy operacje dziennie, teraz możemy zrobić ich nawet pięć - mówi ordynator. - Mam też nadzieję, że skrócą się kolejki na zabiegi planowe.
Ale nowoczesność kosztuje. Czy szpital poradzi sobie z utrzymaniem ośrodka? Waldemar Taborski, dyrektor lecznicy jest dobrej myśli. - Prowadziliśmy rozmowy z NFZ i liczymy na zwiększenie kontraktu, tym bardziej, że wiele procedur z zakresu neurochirurgii jest obecnie wykonywanych wyłącznie w naszym szpitalu - mówi. - Liczymy też na to, że pacjenci zamiast migrować do innych szpitali, wybiorą naszą neurochirurgię.
Dobrej myśli jest także sam fundusz. - Tego typu nowoczesne ośrodki będą miały znaczenie ponadregionalne i na leczenie przyciągną pacjentów spoza województwa. Na to też liczymy - ma nadzieję Monika Giblewska, zastępca dyrektora Lubuskiego NFZ.
Jutro na otwarcie LONN zjadą do szpitala najlepsi neurochirurdzy w kraju. Odbędzie się też konferencja naukowa z udziałem wielu profesorów. Paweł Jarmużek przyznaje, że to najszczęśliwszy czas w jego życiu. Po pierwsze: kilka dni temu urodził mu się syn Jakub. Po drugie: wreszcie doczekał się ośrodka. - A były momenty, że traciłem już nadzieję - przyznaje. - Ale wystarczył jeden mały zbieg okoliczności i wszystko ruszyło.
Tym zbiegiem okoliczności była rozmowa w pociągu z... lekarzem Robertem Sapą. Ówczesny radny wysłuchał ordynatora, a potem zaprosił na sesję. Na sesji Paweł Jarmużek dużo mówił o ośrodku. - No i tak znalazł się pierwszy milion, jaki dało nam miasto - wspomina. Tych milionów potrzeba było aż 17. Tyle kosztowała inwestycja. Pieniądze dołożył też marszałek województwa i Unia Europejska.

Danuta Kuleszyńska
Źródło:gazetalubuska.pl

Brak komentarzy: