04 lipca 2010

Oddział kardiologii w Zielonej Górze jest po remoncie, zyskał nawet salę operacyjną

Aż 600 tys. zł dał prywatny sponsor. - Człowiekowi lżej, kiedy leży w miłym otoczeniu - przyznał w środę Jerzy Gracz ze Świebodzina.

- Tak dłużej tu nie może być! - uznał pół roku temu przedsiębiorca Adam Baranowski, gdy zobaczył obskurną kardiologię. I obiecał: - Ja wam to zrobię! Dajcie mi tylko listę życzeń, co jest potrzebne.
- I lista powstała, a była długa i liczyliśmy, że może kilka z punktów da się sfinansować. A pan Baranowski zrobił wszystko! - cieszy się Adriana Wilczyńska, rzeczniczka szpitala. - To najhojniejsza darowizna, jaką do tej pory otrzymaliśmy od prywatnego sponsora.
Za 600 tys. zł wyremontowano korytarze, sale chorych, gabinety zabiegowe. Na oddziale są m.in. nowe grzejniki, drzwi, krzesła i fotele, instalacja elektryczna i telewizyjna, oświetlenie, wykładziny podłogowe, kafelki i armatura w łazienkach. Są nawet marmurowe parapety! Bezpieczeństwa pacjentów i personelu pilnuje sześć kamer na korytarzach. Wszystkie ściany zyskały ciepły, brzoskwiniowy odcień, sale zabiegowe urządzono w chłodnych błękitach.

- Chciałem, żeby chorzy czuli się tu, jeśli nie jak w domu, to przynajmniej jak w dobrym hotelu - mówi A. Baranowski. - No i rzeczywiście, jakoś tak człowiekowi lżej, kiedy leży w miłym otoczeniu - przyznaje Jerzy Gracz ze Świebodzina, który wczoraj trafił na zielonogórską kardiologię. Szczególnie chwali sobie przytulną salę dziennego pobytu, gdzie może spokojnie porozmawiać z żoną i synem, którzy właśnie go odwiedzili.
- W remoncie oddziału bardzo pomogli też dwaj inni przedsiębiorcy - Andrzej Hajłasz i Zbigniew Mocek, dali materiały budowlane i swoich ludzi - dodaje ordynator oddziału Krzysztof Kuc. - Kardiologia zyskała zupełnie nowe oblicze, bo niewiele wcześniej wyremontowaliśmy też pracownię elektrofizjologii. Wyposażyliśmy ją w nowoczesny sprzęt, m.in. epilap, który rejestruje sygnał ekg z wnętrza serca, stół z pływającym blatem, ablator. Tu leczymy m.in. zaburzenia rytmu, wszczepiamy stymulatory, defibrylatory.

Lekarze mogą przeprowadzać te zabiegi na miejscu, nie trzeba już wozić pacjentów piętro wyżej. Bo oddział zyskał też własną salę operacyjną.

Daria Śliwińska-Pawlak
Źródło:gazetalubuska.pl

Brak komentarzy: